Jak mały tatuaż Chwalińskiej nadaje znaczenie jej drodze do finału French Open

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Jonathan Jurejko
- Stanowisko, Reporter BBC Sport, specjalista ds. tenisa na Roland Garros
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Po przejściu przez najtrudniejszy okres w swoim życiu sensacyjna finalistka French Open Maja Chwalińska odwiedziła salon tatuażu.
Na lewej dłoni 24-letniej kwalifikantki wytatuowano małe słowo — „free" („wolna").
Polka, która jest o jedno zwycięstwo od dołączenia do Brytyjki Emmy Raducanu jako druga kwalifikantka w historii z tytułem wielkoszlemowym, nie chciała wyjaśniać, dlaczego wybrała właśnie taki tatuaż.
„Zachowam to dla siebie. Możecie stworzyć własne historie," powiedziała Chwalińska.
Po drodze, jaką przeszła w Roland Garros — jeszcze kilka tygodni temu wydającej się niemożliwą — trudno nie doszukiwać się wielkiego znaczenia w tym małym słowie.
Pięć lat temu Chwalińska zrobiła bezterminową przerwę od tenisa po porażce w pierwszej rundzie kwalifikacji do Wimbledonu.
Zmagała się z depresją, która sprawiała, że czuła się pozbawiona energii i nie była w stanie wstać z łóżka. Nie wiedziała, kiedy — ani czy w ogóle — wróci do sportu.
Polka wróciła do rodzinnego domu i skorzystała z pomocy specjalistów od zdrowia psychicznego.
Kiedy poczuła się lepiej, zaczęła biegać i trenować boks jako część procesu powrotu do zdrowia. Po czteromiesięcznej przerwie zdecydowała się wrócić do tenisa.
Dziś jest o jedno zwycięstwo od jednego z największych trofeów w światowym sporcie po sensacyjnym zwycięstwie nad Dianą Sznajder w półfinale turnieju w Paryżu.
Ostatnie pięć lat oznaczało dla Chwalińskiej ciężką pracę na niższych poziomach cyklu WTA i konsekwentne rozwijanie swojej gry.
Kluczowe okazało się nauczenie się oddzielania kariery tenisowej — kojarzącej jej się wcześniej z „presją, stresem i płaczem" — od reszty życia.
Jeszcze rok temu Chwalińska grała w niewielkich turniejach we włoskich miastach Brescia i Bari po odpadnięciu z French Open już w drugiej rundzie kwalifikacji.
Teraz wygrała dziewięć meczów z rzędu na kortach Rolanda Garrosa. Jeszcze jedno zwycięstwo sprawi, że zostanie pierwszą kwalifikantką w erze Open, która zdobędzie tutaj tytuł.
Być może tatuaż symbolizuje sposób, w jaki grała przez ostatnie trzy tygodnie — z wolnością i radością, które zachwyciły paryską publiczność.
Chwalińska odniosła imponujące zwycięstwa nad byłą półfinalistką French Open Marią Sakkari i mistrzynią olimpijską Zheng Qinwen, a także pokonała trzy rozstawione zawodniczki: Dianę Sznajder, Annę Kalinską i Elise Mertens.
Grając różnorodnie i wykorzystując rotację, Chwalińska potrafi lobować, skracać wymiany i wybijać rywalki z rytmu wysokimi piłkami, ale równie dobrze umie przyspieszyć grę i szybko kończyć akcje.
„Czuję się, jakbym była w bańce. Nie wiem, co się dzieje. Po prostu bardzo się cieszę, że tu jestem," powiedziała Chwalińska, która dzięki awansowi do finału niemal potroiła swoje dotychczasowe zarobki, mając zagwarantowane co najmniej 1,2 mln funtów nagrody.
„Po turnieju będzie czas, żeby to wszystko przetworzyć i spokojnie odetchnąć."

Źródło zdjęcia, Reuters
Czasami, gdy tenisiści po wielkim momencie padają na kort, może to wyglądać nieco teatralnie.
Ale emocjonalny ciężar tego, co osiągnęła Chwalińska, był wyraźnie widoczny, gdy natychmiast po wykorzystaniu pierwszej piłki meczowej i zagraniu zwycięskiego forhendu wzdłuż linii osunęła się na paryską mączkę.
„Nie wiem, co działo się wtedy w mojej głowie. Radość, zaskoczenie — tyle emocji. Czułam się całkowicie przytłoczona," powiedziała Chwalińska.
W meczu z Dianą Sznajder pomogły jej tysiące polskich kibiców wspierających ją na korcie Philippe'a Chatriera.
Można śmiało założyć, że wielu z nich kupiło bilety z dużym wyprzedzeniem — głównie dlatego, że spodziewali się zobaczyć czterokrotną mistrzynię Igę Świątek, a nie Chwalińską.
Świątek po raz pierwszy od 2021 roku nie zagrała w półfinale, ale Chwalińska zdołała wypełnić tę lukę dla swojego kraju.
Obie zawodniczki są dobrymi przyjaciółkami. W 2017 roku razem dotarły do finału juniorskiego debla Australian Open, a także występowały wspólnie w juniorskiej reprezentacji Billie Jean King Cup.
Swoje zawodowe debiuty zaliczyły nawet podczas tego samego turnieju — imprezy ITF w małej polskiej miejscowości Zawada w 2015 roku.
Jeśli Chwalińska pokona w sobotnim finale rozstawioną z numerem ósmym Rosjankę Mirrę Andriejewą, pójdzie śladami Świątek.
A French Open znów będzie można nazwać „Poland Garros".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.









