30 lat po tragedii na Evereście rodzina wciąż czeka na powrót 'Zielonych Butów'

Mężczyzna w odzieży ochronnej, stojący na pokrytym śniegiem szczycie górskim, trzyma zieloną flagę, nad którą znajduje się mniejsza flaga Indii.

Źródło zdjęcia, Family handout

Podpis zdjęcia, Dorje Morup był zapalonym alpinistą i zdobył wiele szczytów, w tym Stok Kangri – najwyższy szczyt w paśmie górskim Ladakh.
    • Autor, Jehangir Ali
    • Stanowisko, BBC News Hindi
    • Relacja z, Skurbuchan, Ladakh
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 7 min

Od 30 lat w śniegu niedaleko szczytu Mount Everestu spoczywa ciało wspinacza znanego jako „Green Boots" („Zielone Buty").

Przydomek odnosi się do indyjskiego alpinisty, który zginął pod wystającą skałą. Charakterystyczne zielone buty wspinaczkowe, które wciąż miał na nogach, przez lata służyły innym himalaistom jako ponury punkt orientacyjny w drodze na szczyt.

Teraz Indie poszukują wyspecjalizowanego zespołu do działań na dużych wysokościach, który miałby sprowadzić jego szczątki.

Dla rodziny wspinacza odzyskanie ciała ma szczególne znaczenie. Oczekuje się, że ostatecznie potwierdzi jego śmierć i pozwoli bliskim choć częściowo zamknąć ten bolesny rozdział.

Ciało wspinacza leżące twarzą do ziemi i częściowo przysypane śniegiem. Na nogach widać zielone buty.

Źródło zdjęcia, Supplied

Podpis zdjęcia, Ciało indyjskiego himalaisty, który zginął 30 lat temu – wciąż mające na nogach zielone buty wysokogórskie – stało się ponurym punktem orientacyjnym na drodze na szczyt Mount Everestu.

Wieczorem przed wyjazdem na pierwszą indyjską ekspedycję, która w 1996 roku miała zdobyć Everest od strony północnej, przez Tybet, Dorje Morup siedział z żoną Konchak Yangskit w swoim domu w Ladakhu, w administrowanym przez Indie Kaszmirze.

Złożył jej obietnicę: wróci jako bohater i sprawi, że jego kraj będzie z niego dumny.

„Poprosił mnie, żebym zaopiekowała się dziećmi i przyjechała na lotnisko, by powitać go po powrocie," wspomina Yangskit w rozmowie z BBC w swoim domu w odległym regionie Himalajów.

Mówi, że już wtedy towarzyszyło jej dziwne przeczucie i zastanawiała się, czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczy.

10 maja tamtego roku Morup znalazł się wśród sześciu członków indyjskiej wyprawy, którzy dotarli na szczyt Everestu, położonego na granicy Nepalu i zarządzanego przez Chiny Tybetu.

Większość wspinaczy wybiera wejście od strony nepalskiej, czyli południowej, ponieważ trasa od strony tybetańskiej jest bardziej stroma i niebezpieczna.

Mężczyzna trzyma w dłoniach stare fotografie.
Podpis zdjęcia, Kilka zdjęć Morupa oraz część jego rzeczy osobistych pomogły jego rodzinie podtrzymać pamięć o nim.

Trzech z sześciu uczestników wyprawy zawróciło z powodu śnieżycy, ale Morup oraz dwaj inni członkowie zespołu Indo-Tibetan Border Police (ITBP) – Tsewang Smanla i Tsewang Paljor – kontynuowali podejście na szczyt.

W drodze powrotnej zaskoczyła ich zamieć śnieżna i wszyscy zginęli.

Ciał dwóch uczestników tragicznej indyjskiej ekspedycji nigdy nie odnaleziono. Trzecie, należące do wspinacza znanego jako „Green Boots" („Zielone Buty"), od trzech dekad leży zamarznięte twarzą do śniegu.

Od czasu rozpoczęcia dokumentowania wspinaczek w rejonie Everestu, ponad sto lat temu, zginęło tam ponad 300 osób. Wiele z ich ciał do dziś pozostaje na górze.

Najstarszy syn Morupa, Punchok Dorjai, patrzący na oprawione zdjęcie swojego ojca.
Podpis zdjęcia, Najstarszy syn Morupa, Punchok Dorjai, spogląda w górę na oprawione zdjęcie swojego ojca.

Kilka lat temu ITBP zaczęła analizować możliwość sprowadzenia ciała ze szczytu.

Przez lata zakładano, że „Zielone Buty" to Tsewang Paljor. Jednak w 2024 roku urzędnicy zmienili zdanie.

Do ponownej oceny skłoniły ich relacje ocalałych uczestników wyprawy z 1996 roku oraz miejsce ostatniego kontaktu radiowego ze wspinaczami. Obecnie przyjmują, że szczątki należą do Dorje Morupa.

„W identyfikacji pomogły jego ubrania i sprzęt," powiedział BBC News Hindi funkcjonariusz ITBP, prosząc o zachowanie anonimowości, ponieważ nie jest upoważniony do kontaktów z mediami.

Jak dodał, przeszkodą w wcześniejszym przeprowadzeniu misji były trudności logistyczne.

„Nigdy o nim nie zapomnieliśmy. To była tylko kwestia czasu," powiedział. „Gdy odzyskamy ciało i dopełnione zostaną wszystkie formalności, rodzina zostanie poinformowana."

'Serce nie pozwalało mi uwierzyć, że nie żyje'

Żona Morupa, Yangskit, ubrana była w czarną sulmę – tradycyjny strój z Ladakhu – oraz kolorowe, dziergane nakrycie głowy; na szyi miała tradycyjną biżuterię, symbolizującą dziedzictwo Ladakhu i buddyjską duchowość.
Podpis zdjęcia, Żona Morupa, Yangskit, mówi, że ponieważ nigdy nie widziała jego ciała, trudno jej było uwierzyć, że nie żyje.

Dorje Morup pochodził ze wsi Skurbuchan w Ladakhu, położonej ponad 1000 km na zachód od Everestu. Był lance naikiem (odpowiednikiem starszego szeregowego) w ITBP, formacji granicznej strzegącej dużej części granicy Indii z Chinami.

Urodził się w 1948 roku w rodzinie rolników. Aby wyrwać się z biedy, w 1969 roku wstąpił do ITBP, a dwa lata później poślubił Yangskit.

Służył głównie na terenach przygranicznych, dlatego wychowywanie ich synów w dużej mierze spoczywało na barkach żony.

Górska droga prowadząca do wioski Skurbuchan w Ladakhu. Widać na niej krętą trasę, nieliczne ciężarówki oraz jałowe wzgórza otaczające ją ze wszystkich stron. Dostrzec można również skupisko zielonych drzew i roślinności.
Podpis zdjęcia, Wioska Skurbuchan położona jest w odległym rejonie, w odległości czterech godzin jazdy wąskimi górskimi drogami od Kargil – drugiego co do wielkości miasta Ladakhu.

Dziś około 75-letnia Yangskit, która choruje na cukrzycę i częściowo utraciła słuch, z trudem przypomina sobie nawet dzień swojego ślubu.

Doskonale pamięta jednak dni, które nastąpiły po tragedii.

„Na początku nikt z rodziny nic mi nie powiedział," wspomina.

Później delegacja ITBP przekazała rodzinie, że Morup najprawdopodobniej nie żyje.

„Kiedy zapytałem funkcjonariuszy, co stało się z jego ciałem, odpowiedzieli, że jego sprowadzenie jest niemożliwe," mówi brat Morupa, Tashi Sonam, emerytowany żołnierz indyjskiej armii.

Jakiś czas później bliscy zdecydowali się zorganizować ceremonię pogrzebową bez ciała zmarłego.

Yangskit, która nigdy nie chodziła do szkoły, nie zdawała sobie sprawy z ryzyka związanego z wyprawą męża.

„Wiedziałam tylko, że w górach była burza. Choć odprawiliśmy w domu modlitwy pogrzebowe, moje serce nie chciało uwierzyć, że nie żyje," mówi wzruszona, ze łzami spływającymi po policzkach.

„Nie widziałam jego ciała, dlatego tak trudno było mi w to uwierzyć," dodaje.

Jak trudne będzie wydobycie ciała?

Członkowie rodziny Morupa zgromadzili się w pokoju. Jego żona siedzi na krześle i ogląda stare zdjęcia.
Podpis zdjęcia, Rodzina Morupa podchodzi ostrożnie do tego, co dla niej oznacza zwrot ciała.

Mount Everest to najwyższy szczyt świata, wznoszący się na 8849 metrów. Ciało wspinacza znajduje się na wysokości około 8500 metrów. ITBP planuje sprowadzić je do września.

Jak przekazali BBC News Nepali szerpowie, odzyskanie ciała jesienią, w sezonie wspinaczkowym przypadającym na wrzesień, wymagałoby zamocowania lin i przygotowania dodatkowej infrastruktury, co dodatkowo utrudniałoby całą operację.

Większość alpinistów wybiera wspinaczkę wiosną, między marcem a majem.

Sprowadzanie ciał ze strefy śmierci, gdzie temperatury mogą spadać do minus 40°C, a poziom tlenu wynosi zaledwie około jedną trzecią tego na poziomie morza, jest przedsięwzięciem ryzykownym i bardzo kosztownym, wykraczającym poza możliwości finansowe większości rodzin.

Eksperci szacują, że transport ciała z takiej wysokości kosztuje od 40 do 80 tysięcy dolarów. To także niezwykle trudne zadanie logistyczne, ponieważ zwłoki trzeba znieść ręcznie. Wymaga to zespołu od sześciu do dziesięciu, a czasem nawet większej liczby szerpów.

Everest mapa

Tshiring Jangbu Sherpa, znany nepalski himalaista i przewodnik wysokogórski, uważa, że sprowadzenie ciała, które od 30 lat leży zamarznięte na stokach góry, będzie ogromnym wyzwaniem.

„Kluczowe będą warunki pogodowe i śniegowe. Po północnej stronie jest mniej szczelin lodowcowych, ale jest ona bardziej niebezpieczna. Jeśli coś złego wydarzy się po stronie nepalskiej, można szybko ewakuować się śmigłowcem. Od strony chińskiej taki system nie istnieje," powiedział BBC News Hindi.

Eksperci medycyny sądowej podkreślają, że przy planowaniu akcji trzeba będzie również uwzględnić stan zachowania ciała.

Rodzina Morupa ostrożnie podchodzi do informacji o możliwym sprowadzeniu szczątków. Do tej pory nie przeprowadzono badań DNA, które jednoznacznie potwierdziłyby ich tożsamość.

„Kilka lat temu ITBP pobrała od nas próbki krwi. Poza doniesieniami w mediach społecznościowych nikt jednak niczego nam nie powiedział," powiedział BBC News Hindi jeden z synów Morupa, Dorjai.

Certyfikat wydany przez Chiny, potwierdzający, że 10 maja 1996 roku Morup z powodzeniem zdobył Mount Everest.

Źródło zdjęcia, Family handout

Podpis zdjęcia, Rodzina Morupa z dumą prezentuje certyfikat wydany przez chiński rząd, potwierdzający, że z powodzeniem zdobył on szczyt Mount Everestu.

Dziś po Dorje Morupie w jego domu pozostały jedynie medale i trofea, kilka starych fotografii z górskich wypraw, kubek kupiony w Dolinie Kaszmiru oraz, co najważniejsze, certyfikat wydany przez chińskie władze. Dokument potwierdza, że 10 maja 1996 roku o godzinie 17:30 Morup stanął na szczycie Everestu.

Ponieważ zdobył Everest od strony tybetańskiej, chiński rząd przyznał mu certyfikat poświadczający to osiągnięcie.

'Gdzie byłeś przez te wszystkie lata?'

Mężczyzna stojący w dolinie otoczonej wysokimi górami. W lewej ręce trzyma różaniec.
Podpis zdjęcia, Brat Morupa, Tashi Sonam, mówi, że przez lata brat ukazywał mu się we śnie.

Każdego roku 10 maja rodzina Morupa odprawia specjalne buddyjskie modlitwy ku jego pamięci.

Jeśli akcja odzyskania ciała zakończy się powodzeniem, syn wspinacza, Punchok Dorjai, powiedział BBC, że rodzina zorganizuje pogrzeb w pobliżu Parku Męczenników w Leh, stolicy Ladakhu.

„Mój ojciec oddał życie za kraj i powinien być pamiętany jako bohater," powiedział Dorjai, dodając, że na takie samo miano zasługują również jego koledzy, którzy zginęli razem z nim.

Rodzina zamierza też zachować w domu symbol dziedzictwa Morupa, obok certyfikatu potwierdzającego zdobycie Everestu.

„Planujemy zatrzymać Zielone Buty," powiedział Dorjai.

Yangskit, Sonam i pozostali członkowie rodziny mają nadzieję, że misja zakończy się sukcesem i ciało Morupa wreszcie wróci do domu.

Zastanawiają się jednak również, czy po trzech dekadach spędzonych wysoko w górach będzie można je jeszcze rozpoznać.

„Kiedy wróci do domu, zapytam go: 'Gdzie byłeś przez wszystkie te lata?',' mówi Yangskit.

Dodatkowe materiały: Pradeep Bashyal, BBC News Nepali

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Korońska