W Caracas panuje poczucie, że to najtrudniejszy moment we współczesnej historii Wenezueli

Źródło zdjęcia, EPA
- Autor, Will Grant
- Stanowisko, Korespondent w Ameryce Łacińskiej
- Relacja z, Caracas
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Akcja ratunkowa trwa trzeci dzień po dwóch silnych trzęsieniach ziemi w Wenezueli, w których zginęło co najmniej 920 osób, a ponad 3 300 zostało rannych. Na miejsce wysłano ponad 20 międzynarodowych zespołów poszukiwawczo‑ratowniczych, a drony są wykorzystywane do oceny zniszczeń i poszukiwania ocalałych.
Mieszkańcy twierdzą, że pomoc jest niewystarczająca, a wiele budynków grozi zawaleniem, podczas gdy wstrząsy wtórne wywołują panikę. Niektóre rodziny, zdesperowane, ryzykują życie, wracając do uszkodzonych domów, by odzyskać najpotrzebniejsze rzeczy — co pokazuje rosnącą frustrację i rozpacz na miejscu.
Każdego poranka, gdy Wenezuelczycy budzą się i mierzą ze skutkami podwójnego trzęsienia ziemi, wszystko wydaje się nieco mroczniejsze i bardziej przygnębiające.
To kolejna noc, podczas której modlitwy o cudowne odnalezienie zaginionych bliskich pozostają bez odpowiedzi, a niespokojny sen ocalałych przerywają koszmary o zawalonych budynkach i nagłe wybuchy paniki.
Dla byłego policjanta Jana Carlosa Roi Garcii i jego rodziny była to kolejna noc spędzona pod gołym niebem. Ich budynek w Caracas wprawdzie się nie zawalił, ale jest zbyt niebezpieczny, by do niego wrócić.
Ze łzami spływającymi po twarzy mówi, że nie wie, czy potrafi odbudować życie swojej rodziny na nowo.
„Gdybym miał 30 lat, a nie 50, to może… Ale nie wiem, od czego zacząć. I jak dotąd nikt z władz się z nami nie skontaktował.," mówi Jan Carlos.
Jako lojalny funkcjonariusz publiczny powstrzymywał się od ostrej krytyki reakcji rządu, choć był wyczerpany i rozgniewany.
Muzyczka Zaira Castro nie miała takich oporów.
„Wszyscy jesteśmy bardzo sfrustrowani, bo rząd nie robi tego, co powinien — realnie pomagać," mówi na placu, zaledwie przecznicę od dwóch zawalonych budynków.
„To my, Wenezuelczycy, pomagamy sobie nawzajem. Żyjemy w społeczeństwie, które nauczyło się wzajemnej pomocy. Nie polegamy na rządzie — on już dla nas nie istnieje."
W tej samej części miasta, zwanej Chacao, tymczasowa prezydent Delcy Rodríguez odwiedziła okolicę wraz z burmistrzem i spotkała się z gniewem mieszkańców.
„Prowadzicie kampanię w środku tragedii! Rząd nic nie robi dla ludzi!," krzyczał jeden z mieszkańców.
Na poziomie osobistym dobrze znam te ulice. Mieszkałem w dotkniętej katastrofą dzielnicy Los Palos Grandes w Chacao przez kilka lat, gdy byłem korespondentem BBC w Wenezueli. Mój dawny blok znajdował się zaledwie kilka metrów od zawalonego budynku Petunia, gdzie ratownicy pracują dzień i noc, próbując dotrzeć do uwięzionych mieszkańców. Niedawno znajoma napisała w mediach społecznościowych, że jej matka jest wśród zaginionych pod gruzami.
Ogromną ulgą było zobaczyć, że mój dawny budynek, Alhelí, wciąż stoi nienaruszony, a jego życzliwy dozorca Pedro nadal przesiaduje na zewnątrz, rozmawiając ze starszymi mieszkańcami na ganku. Jedna z osób skręciła kostkę podczas ewakuacji. Wszyscy zgodnie przyznawali, że nie pamiętają tak poważnej tragedii w historii Wenezueli.
Na terenach najbardziej dotkniętych zniszczeniami — szczególnie w nadmorskim mieście La Guaira — rozpacz jest jeszcze większa. Obraz ponad 100 zrównanych z ziemią budynków przypomina sceny apokalipsy. A wraz z gasnącą nadzieją rośnie gniew.
„Wciąż są tam ludzie, potrzebujemy ciężkiego sprzętu," mówi mieszkanka dotknięta tragedią, Eileen Lada. „Proszę, pomóżcie nam," błaga.
Ekipy ratunkowe — zarówno wenezuelskie, jak i międzynarodowe — pracowały przez kolejną noc, wykazując się ogromną wytrwałością i skupieniem, aby dotrzeć do uwięzionych osób.
W mediach społecznościowych krążą nagrania pokazujące, jak ratownicy wydobywają ocalałych, czemu towarzyszy charakterystyczne dla Wenezuelczyków poczucie humoru i duch solidarności — obrazy te chwytają za gardło.

Źródło zdjęcia, Reuters
Szpitale na północnym wybrzeżu są na granicy wydolności. System opieki zdrowotnej, od lat niedofinansowany, próbuje teraz sprostać zapotrzebowaniu, które byłoby wyzwaniem nawet dla krajów dysponujących znacznie lepszą infrastrukturą.
Lekarze i pielęgniarki robią, co mogą, w najtrudniejszych warunkach, z jakimi wielu z nich kiedykolwiek się zmierzyło.
Relacje ocalałych z oddziałów szpitalnych są wstrząsające.
„To było straszne — tak wiele osób zginęło, tak wielu członków rodzin zaginęło," wspomina Maria Vargas w rozmowie z agencją AFP ze szpitalnego łóżka. „Straciłam dom doszczętnie, ale żyjemy, dzięki Bogu."
Po trzęsieniach ziemi ratownicy podkreślają, że pierwsze 48 godzin ma kluczowe znaczenie. Ten czas dawno już minął. To moment, który w tym kraju — doświadczonym w ostatnich latach wieloma kryzysami — może uchodzić za najtrudniejszy we współczesnej historii Wenezueli.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska










