Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Życie w najgorętszym miejscu w Indiach: przy 47°C 'poranki i noce przestają istnieć'
- Autor, Soutik Biswas i Neetu Singh
- Relacja z, Nowe Delhi i Banda
- Data publikacji
- Czas czytania: 8 min
O 6 rano słońce nad Bandą zdaje się zapominać, że dzień dopiero się zaczyna.
Ostre światło przywodzi na myśl letnie popołudnie. Cienie zaczynają niknąć jeszcze przed śniadaniem.
Ten piaszczysty teren w indyjskim stanie Uttar Pradesh zajął w maju pierwsze miejsce w niechlubnym rankingu: przez wiele dni był najgorętszym miejscem w kraju. Temperatury utrzymywały się na poziomie 47–48°C przez ponad tydzień. Nawet jak na lokalne standardy było to niezwykłe zjawisko.
Jeszcze bardziej uderza sposób, w jaki miejscowi przystosowują się do upałów.
Ponad dwa miliony mieszkańców Bandy nie mają innego wyboru: wiele osób utrzymuje się tam z rolnictwa, budownictwa, usług transportowych i innych prac na świeżym powietrzu. Wszyscy zmieniają rytm życia, by sprostać gorącu.
30 kilometrów od siedziby rejonowych władz kończył się targ warzywny w miejscowości Atarra. Sprzedawcy ruszali do domów, zanim okoliczne miasta zdążyły się obudzić.
Rolnicy przybyli tu o świcie z pomidorami, tykwami, papryczkami chili, cytrynami i melonami. Wszyscy mieli nadzieję szybko sprzedać towary i odjechać, zanim upały się nasilą.
„Spójrz na słońce," mówi Himanshu, sprzedawca pomidorów. „ Jest dopiero 6:15 rano, ale wydaje się, jakby była 8:00 albo 9:00".
Upał skraca nie tylko dzień targowy, ale też żywotność jego produktów. „Skrzynkę pomidorów trzeba sprzedać tego samego albo kolejnego dnia. Nie wytrzymają takiej pogody".
Targ w Atarze tętnił niegdyś życiem do późnego rana. Dziś o 8:00 ruch był już znacznie mniejszy. Dwie godziny później targ prawie opustoszał.
Podobny napięty harmonogram rządzi niemal całym życiem w Bandzie.
Murarz Pappu Verma pracuje teraz od 7 rano do południa, a potem od 16 do 19. Cztery najgorętsze godziny przeczekuje.
„Nadal trzeba wyrobić osiem godzin pracy," powiedział. „Niezależnie od tego, czy pracujesz bezustannie w pełnym słońcu, czy robisz przerwy, wynagrodzenie jest takie samo".
Przerwa chroni go przed bólami głowy i udarem cieplnym, ale wydłuża dzień pracy do 12 lub 13 godzin. Murarzowi to nie przeszkadza.
„Inaczej wszystko, co zarobię, wydałbym na leki," mówi, wzruszając ramionami.
W zeszłym tygodniu, około godziny 14:00, temperatura w Bandzie osiągnęła 46°C. Trzy pracownice drogowe kuliły się pod cysterną na moście nad rzeką Ken. Jadły obiad w niewielkim cieniu rzucanym przez jej podwozie.
Jedna z nich, Shanti Devi, codziennie chodzi pieszo do pracy i z powrotem - łącznie 12 kilometrów. Na obiad jadła chleb z cebulą, solą i piklami. „Gdybyśmy przynosili warzywa, zepsułyby się jeszcze przed południem," powiedziała.
Następnie wypowiedziała zdanie, które mogłoby posłużyć za motto miasta. „Ubodzy nie mogą pozwolić sobie na zamartwianie się upałem".
Symboliczne było, że kobiety chroniły się nad rzeką Ken. Rzeka jest kluczowym czynnikiem w zmaganiach Bandy z upałami.
Naukowcy twierdzą, że wskutek wydobycia piasku i wyczerpywania się wód gruntowych straciła dawną zdolność do chłodzenia okolicznego klimatu. To napędza błędne koło: im mniej wody, tym wyższe temperatury.
Gospodarcze skutki upałów widać wszędzie.
Kierowcy riksz nie mają popołudniami żadnych pasażerów. Właściciele sklepów otwierają je przed wschodem słońca i zamykają między południem a 16:00. Liczba klientów spadła o połowę.
W najgorętszych godzinach dnia całe miasto zamiera: mieszkańcy wychodzą na ulice dopiero pod wieczór.
Telefony komórkowe nieustannie wyświetlają rządowe ostrzeżenia o upałach. „Zachowajcie czujność, bądźcie ostrożni," powtarzają komunikaty.
Do lokalnych szpitali nieustannie trafiają osoby, które z trudem znoszą gorąco. „Odkąd upał się nasilił, przyjmujemy 15–20 przypadków dziennie, głównie dzieci i osoby starsze," powiedział nam K. Kumar, główny lekarz w szpitalu okręgowym dla kobiet. „Najczęstsze objawy to biegunka, wymioty i gorączka".
Upały w Bandzie to przejaw szerszego trendu. Całe Indie zmagają się nie tylko z wysokimi temperaturami, ale też trudnym do zniesienia połączeniem gorąca i wilgoci.
Według naukowców sytuację pogarsza prowadzona przez lokalne władze polityka rozwoju.
Banda leży w pobliżu Zwrotnika Raka, na jednej z najgorętszych szerokości geograficznych na świecie. Poziom okolicznych rzek znacznie się obniżył: gołym okiem widać ich piaszczyste lub kamieniste dna, które pochłaniają i oddają ciepło.
Wskutek polityki rozwojowej dużą część roślinności zastąpił beton, a zalesienie spadło znacznie poniżej zalecanych poziomów.
Według badań Uniwersytetu Rolniczego i Technologicznego w Bandzie w latach 1991-2022 - głównie wskutek ekspansji górnictwa i rolnictwa - zniknęła prawie jedna szósta gęstych lasów, które otaczały miasto.
Wszystkie te czynniki sprawiły, że Banda jest coraz bardziej podatna na skrajne upały.
Według Dinesha Saha, meteorologa z uniwersytetu, tegoroczne upały trwają niezwykle długo. „Temperatury na poziomie 47–48°C utrzymywały się bez przerwy przez osiem lub dziewięć dni. To była nowość," mówi Sah.
Upał utrzymuje się jeszcze długo po zachodzie słońca.
„Wydaje się, że poranki i noce przestają istnieć," mówi Sah.
W wiosce Achharaund, 20 km od Bandy, problemem jest nie tyle temperatura, co brak wody.
Większość wody pitnej, z której korzystają mieszkańcy, pochodzi z jednej studni. Mimo palącego słońca kobiety co dzień stoją w kolejce, by napełnić wiadra.
18-letnia Kranti Vishwakarma spędza cztery do pięciu godzin na noszeniu wody potrzebnej jej rodzinie. Podczas popołudniowych przerw w dostawie prądu ulgę przynosi jej cień miodli indyjskich - drzew znanych z odporności na suszę.
„Nie mamy klimatyzacji ani wentylatorów," mówi Kranti. „Zastępują nam je drzewa".
Wioskowe zwierzęta znajdują własne sposoby na ochłodę. Około południa dziesiątki bawołów stały zanurzone w stawie. Obok czekało na nie kilku pasterzy.
Przy stawie spotkaliśmy 60-letniego Rameshwara Yadava - byłego nauczyciela, który dziś zarabia na życie hodowlą bawołów. Yadav miał na sobie grube ubrania, na pierwszy rzut oka odpowiednie raczej na zimę niż temperaturę bliską 46°C. Głowę owinął szalem.
„Nosimy grube ubrania, bo dzięki nim ciepło słońca wolniej przenika do ciała," powiedział. „Gruba tkanina chroni nas przed słońcem i gorącymi wiatrami. Owszem, powoduje, że się pocimy, ale też chroni przed chorobami".
Jak inni mieszkańcy Bandy, Yadav przystosował się do sytuacji. Jednak przystosowanie i komfort to nie to samo.
Według badań Piyusha Naranga i Ashoka Gadgila z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley pięciodniowe upały mogą skutkować w całym stanie Uttar Pradesh ponad 8 tys. dodatkowych zgonów. To więcej, niż w wielu innych regionach Indii.
Szczególnie zagrożone są osoby starsze, pracownicy fizyczni i gospodarstwa bez stałego dostępu do klimatyzacji.
Jednak mieszkańcy Bandy wydają się mniej zaniepokojeni niż wielu klimatologów. Od pokoleń żyją w upale. Siedzące w cieniu cysterny robotniczki wzruszają ramionami na wzmiankę o niebezpieczeństwie.
„Dostaniesz udaru cieplnego," ostrzegały wcześniej odwiedzającego. „My jesteśmy do tego przyzwyczajone."
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska