Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Dekadę po Brexicie nowy premier będzie musiał podjąć kluczowe decyzje dotyczące Europy
- Autor, Katya Adler
- Stanowisko, Redaktor ds. Europy
- Data publikacji
- Czas czytania: 9 min
Karuzela przy placu św. Piotra u stóp bazyliki Sacré-Cœur — z nostalgicznie malowanymi konikami o złotych grzywach i unoszącą się w tle melancholijną francuską muzyką chanson — od lat pozostaje jedną z ulubionych atrakcji turystów odwiedzających Paryż.
Ale ostatnio, gdy patrzyłam, jak karuzela obraca się w rytm romantycznych francuskich melodii, bardziej niż cokolwiek innego przypomniała mi ona Brexit.
Minęło 10 lat od chwili, gdy Wielka Brytania zagłosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej. Niemal natychmiast, z perspektywy UE, kraj zaczął zwracać się do wewnątrz, wchodząc w okres wieloletniego kryzysu politycznego — podzielony, skłócony i kręcący się w kółko, niczym malowana karuzela.
I oto znów jesteśmy w tym samym miejscu.
Po tym, jak w poniedziałek Sir Keir Starmer ogłosił swoją rezygnację, Wielka Brytania będzie miała siódmego premiera od czasu referendum brexitowego sprzed 10 lat.
A trudna i pozornie niekończąca się debata o tym, jak bardzo Wielka Brytania powinna ponownie zbliżyć się gospodarczo do Brukseli, znów wróciła do krajowej polityki — zapoczątkowana przez laburzystowski rząd Starmera.
Dekadę temu unijni partnerzy z niedowierzaniem obserwowali to, co wyglądało na społeczno-polityczną implozję po brytyjskim głosowaniu za wyjściem z UE. Brytyjski parlament był przecież od lat postrzegany jako jedna z najbardziej stabilnych i szanowanych instytucji politycznych w Europie. Dziś jednak europejscy partnerzy przyznają, że zdążyli już przywyknąć do rollercoastera, jakim stała się współczesna brytyjska polityka.
Szczerze mówiąc, jeśli spojrzeć na największe państwa UE — Francję i Niemcy — ich scena polityczna również daleka jest dziś od spokojnych wód.
Czy jednak polityczna niestabilność w Wielkiej Brytanii nie utrudnia nowych negocjacji z UE, rozpoczętych przez Starmera i przedstawianych jako próba ograniczenia pobrexitowej biurokracji oraz pobudzenia słabnącej brytyjskiej gospodarki?
Bruksela zakłada, że rozmowy będą kontynuowane pod rządami jego następcy, choć w poniedziałek poinformowano, że trwa przegląd planów dotyczących szczytu z brytyjskim rządem, zaplanowanego na koniec lipca.
Michel Barnier był głównym negocjatorem UE przez wszystkie lata często gorzkich rozmów brexitowych. Dziś nadal pozostaje ważną postacią francuskiej polityki — centroprawicowym politykiem, który dwa lata temu krótko pełnił funkcję premiera i od którego oczekuje się startu w nadchodzących wyborach prezydenckich we Francji.
Spotkałam się z Barnierem w jego niewielkim biurze tuż obok francuskiego parlamentu. Jego podejście można streścić następująco: UE musi przyjąć wyciągniętą rękę każdego, kogo Wielka Brytania wyśle na parkiet negocjacyjny jako swojego przedstawiciela.
"Musimy zaakceptować tę sytuację i ją uszanować," powiedział mi.
"Pojawi się nowy brytyjski premier i będziemy z nim współpracować. Proszę spojrzeć, co działo się podczas negocjacji brexitowych. W ciągu czterech lat miałem po drugiej stronie czterech różnych brytyjskich negocjatorów. To także była sytuacja niestabilności, ale my… po prostu sobie z tym radzimy".
W czasie długich i często burzliwych negocjacji brexitowych Barnier zasłynął wśród dziennikarzy kubkiem z nadrukiem „Keep Calm and Carry on Negotiating" (Zachowaj spokój i kontynuuj negocjacje) — żartobliwym nawiązaniem do brytyjskiego hasła „Keep Calm and Carry On"(Zachowaj spokój i idź dalej), stworzonego w 1939 roku jako element rządowej propagandy mającej podtrzymywać morale społeczeństwa podczas II wojny światowej.
Barnier był też znany z nieustępliwości wobec brytyjskich żądań dotyczących „specjalnej umowy" z UE.
I podobnie jak paryska karuzela, te same brytyjskie argumenty znów wydają się wracać. Rząd Partii Pracy chce znacznie bliższych relacji z częścią jednolitego rynku UE, ale jednocześnie bez przekazywania zbyt dużych pieniędzy do Brukseli i bez zgody na swobodny przepływ pracowników z UE do Wielkiej Brytanii, gdzie debata o imigracji pozostaje bardzo gorąca.
To właśnie takie „wybieranie wisienek z tortu", którego — jak mówiła Bruksela już 10 lat temu — UE nie zamierza akceptować. Wielka Brytania nie mogła opuścić klubu i jednocześnie zachować wszystkich ulubionych przywilejów.
Zagrożenie dla UE od wewnątrz
Relacjonowałam dla BBC wszystkie zwroty akcji podczas negocjacji brexitowych, ale od tamtej pory świat wokół Europy dramatycznie się zmienił.
Dawny najbliższy sojusznik Europy — Stany Zjednoczone — stał się pod rządami Donalda Trumpa nieprzewidywalny, a momentami nawet agresywny wobec swoich tradycyjnych partnerów. Jest też Rosja, prowadząca pełnowymiarową wojnę na terytorium Europy w Ukrainie, a także wojnę hybrydową — poprzez dezinformację, sabotaż i inne działania — w wielu częściach kontynentu. No i trudno zapominać o Chinach.
Europejski główny nurt polityczny uważa również, że UE mierzy się z egzystencjalnym zagrożeniem od wewnątrz samej wspólnoty, wraz z rosnącym poparciem dla partii eurosceptycznych w wielu krajach.
Czy w tych nowych okolicznościach bliższa współpraca z Wielką Brytanią — drugą co do wielkości gospodarką Europy i nadal znaczącą potęgą militarną, mimo dobrze znanych problemów — nie byłaby korzystna dla UE?
Zacieśnianie współpracy w dziedzinie obronności trwa już od pewnego czasu. A co z gospodarką?
W rozmowie ze mną, krótko przed rezygnacją Sir Keira Starmera, Michel Barnier powiedział, że jego zdaniem UE „szczerze przyjęłaby z zadowoleniem" każdą brytyjską propozycję bliższych relacji.
Podkreślił, że nadal uważa brytyjską decyzję o opuszczeniu jednolitego rynku za sytuację typu „lose-lose", czyli niekorzystną dla obu stron. Jednocześnie, jak zawsze stanowczo, zaznaczył, że jednolity rynek pozostaje klejnotem w koronie UE.
Zwłaszcza w obliczu trudnych czasów, w jakich znalazła się dziś Europa, Barnier uważa, że Bruksela nie może i nie powinna osłabiać swojego najcenniejszego atutu po to, by zawierać specjalne porozumienia z Wielką Brytanią.
"Żyjemy w znacznie bardziej niebezpiecznym, niestabilnym i kruchym świecie. Musimy chronić nasze atuty i zachować jedność. To dla nas kluczowe. Nie ma tu żadnej wrogości ani chęci odwetu wobec Wielkiej Brytanii, ale Londyn musi zrozumieć, że nie będzie możliwe rozmontowywanie ani osłabianie jednolitego rynku… Nie możemy podejmować takiego ryzyka," powiedział.
Barnier mówił też o tym, co postrzega jako dodatkowe zagrożenie dla UE płynące z jej własnych szeregów, przywołując analogie do lidera brytyjskiej partii Reform UK, Nigela Farage'a, który przed Brexitem był europosłem. Farage zasłynął wieloletnią kampanią na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.
"W wielu naszych krajach mamy swoich Farage'ów — takich jak pani Le Pen czy pan Bardella [kandydat Zjednoczenia Narodowego na prezydenta, jeśli Le Pen nie będzie mogła kandydować z powodu zarzutów korupcyjnych] we Francji, reprezentujących skrajną prawicę," mówił Michel Barnier.
"W Europie jest wielu Farage'ów, którzy chcą nas zniszczyć. Nie ma na to zgody. Absolutnie nie".
Farage wielokrotnie mówił, że „nienawidzi" UE, choć kocha Europę. Zaprzeczał jednak, jakoby jego celem było całkowite zniszczenie Unii Europejskiej.
Co rok 2027 może przynieść UE?
Michel Barnier obawia się — i nie jest w tym odosobniony w unijnych kręgach — że jeśli Bruksela zacznie rozluźniać swoje zasady i oferować atrakcyjne porozumienia gospodarcze państwom spoza UE, takim jak Wielka Brytania, wzmocni to partie eurosceptyczne domagające się wyjścia swoich krajów z Unii albo radykalnego osłabienia wspólnych zasad i regulacji, które spajają państwa członkowskie.
Dokładnie taki scenariusz ma na myśli Fabrice Leggeri. To eurodeputowany skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen i osoba bardzo blisko związana z kierownictwem partii. Rozmawiałam z nim w zatłoczonej, pełnej politycznych plotek kawiarni Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Był w bardzo dobrym nastroju.
"Jesteśmy przekonani, że rok 2027 będzie bardzo ważny, że okaże się punktem zwrotnym, jeśli wygramy wybory we Francji," powiedział mi.
Sondaże sugerują, że eurosceptyczna partia Marine Le Pen ma dziś większe niż kiedykolwiek szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich we Francji. Francuski prezydent ma ogromny wpływ na politykę zagraniczną, w tym sprawy unijne. A jako jedno z dwóch najważniejszych państw UE — obok Niemiec — Francja mogłaby znacząco wpłynąć na kierunek polityki Brukseli.
Leggeri powiedział mi, że RN chce znacznie ostrzejszej polityki wobec migracji spoza UE oraz wycofania ambitnych regulacji klimatycznych, które określa jako „absurdalne" i szkodliwe dla europejskiego przemysłu. Jego partia chce także ograniczenia francuskich składek do budżetu UE. Od lat sprzeciwia się również wysyłaniu pomocy wojskowej Ukrainie.
W całej Europie rok 2027 zapowiada się jako rok wielkich wyborów. Leggeri i RN liczą, że podobnie myślące partie eurosceptyczne zdobędą większość lub znaczącą rolę w rządach koalicyjnych w dużych państwach UE — we Włoszech, Hiszpanii i Polsce, a także we Francji.
"Razem mamy możliwość zmienić Unię Europejską od środka," mówi Leggeri.
Nawet sama Francja mogłaby pod wieloma względami sparaliżować funkcjonowanie UE.
Wystarczy przypomnieć, jak bardzo eurosceptyczny były premier znacznie mniejszych Węgier, Viktor Orbán, potrafił w przeszłości blokować i opóźniać wspólne decyzje Unii.
"Przygotowujemy się na przyszłość," powiedział mi pewnym tonem Leggeri.
Miałem zaszczyt towarzyszyć panu Bardelli w Londynie, gdy przed Bożym Narodzeniem spotkał się z panem Farage'em. Jeśli Farage zostanie kolejnym premierem Wielkiej Brytanii, a Zjednoczenie Narodowe przejmie władzę we Francji w przyszłym roku, mogę powiedzieć, że widzę ogromne możliwości współpracy.
Unia Europejska po Brexicie
Losy polityczne Nigela Farage'a są tu uważnie obserwowane. Choć UE chciałaby bliższych relacji gospodarczych z Wielką Brytanią, Bruksela chce najpierw jasno wiedzieć, czego naprawdę oczekuje od Unii zdecydowana większość Brytyjczyków — i na jakie ustępstwa byłaby gotowa w zamian.
Dopiero wtedy UE byłaby skłonna rozważyć naprawdę znaczące porozumienia z brytyjskim premierem. Do tego czasu — poza państwami UE, które prowadzą największą wymianę handlową z Wielką Brytanią, jak Irlandia, Belgia czy Holandia, i które same odczuwają skutki pobrexitowej biurokracji — większość krajów uważa obecny stan za satysfakcjonujący. Chodzi o Umowę o Handlu i Współpracy (TCA), podpisaną przez UE i Wielką Brytanię po zakończeniu negocjacji po Brexicie.
Jeśli chodzi o zmiany wewnątrz samej UE, fascynujące jest to, że po referendum brexitowym w 2016 roku powszechnie przewidywano „efekt domina". Mówiono, że następne będą Włochy, później Dania albo Szwecja. Że także Francja opuści Unię. Rosnące w siłę partie eurosceptyczne nawoływały do Frexitu, Swexitu, Italexitu i kolejnych wyjść z UE. Ale do tego nie doszło.
Dlaczego?
Zdaniem niemieckiego konserwatywnego europosła Davida McAllistera wyborcy w UE obserwowali, jak Wielka Brytania po głosowaniu za Brexitem pogrąża się w kryzysie. Widzieli długie i bolesne negocjacje z Unią i uznali, że po prostu nie warto.
Dekadę po Brexicie nowe badanie Pew Research Center sugeruje, że głosowanie, które poważnie nadwyrężyło jedność Wielkiej Brytanii, mogło jednocześnie zbliżyć do siebie państwa UE. W Wielkiej Brytanii i siedmiu krajach członkowskich UE, badanych regularnie od 2016 roku, 62% respondentów ma dziś pozytywną opinię o Unii Europejskiej — wobec 49% dekadę temu.
Armida van Rij z Centre for European Reform zwraca uwagę na odnowione starania długiej listy państw zabiegających o członkostwo w UE — a najbardziej zdecydowanie robi to Ukraina.
Jednocześnie, jak już wspomnieliśmy, w wielu obecnych państwach członkowskich UE dużą popularnością cieszą się nacjonalistyczne partie eurosceptyczne. Tymczasem bardziej tradycyjni europejscy przywódcy — od niemieckiego kanclerza Friedricha Merza po Emmanuela Macrona i Donalda Tuska — sprawiają wrażenie politycznie osłabionych, a nawet bezradnych.
Większość Europejczyków uważa, że UE jest daleka od doskonałości, ale — szczególnie po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku — doszła do wniosku, że w niespokojnym świecie bezpieczeństwo daje siła wspólnoty. Lepiej trzymać się razem.
Francuskie Zjednoczenie Narodowe, niemiecka AfD, austriacka Partia Wolności i inne ugrupowania zmodyfikowały swoje hasła, by trafiać do jak najszerszego grona wyborców.
"Brexit jako temat należy już do przeszłości," powiedział mi Michel Barnier.
To, co naprawdę niepokoi dziś Brukselę, to potencjalna siła eurosceptyków w przyszłości. I to bardzo poważnie.
Edycja: Kamila Koronska
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Źródło zdjęcia głównego: Getty Images