Dlaczego Estończycy każdego lata zapraszają obcych do ogrodów

Źródło zdjęcia, Martin Mark
- Autor, Hillary Millán
- Stanowisko, BBC Travel
- Data publikacji
- Czas czytania: 5 min
Pod wielkim namiotem grupa nieznajomych stoi w kolejce po obiad. Grządki wokół są pełne ogórków, truskawek, czosnku i cukinii.
Nieco dalej, w cieniu jabłoni, na stole rozstawiono żytni chleb, domowe kiszonki i parujący garnek solianki – zupy pomidorowej z szynką i wędzoną kiełbasą.
Goście zamawiają dania z prostego menu, po czym niosą do wspólnego stołu miski gorącej zupy.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jesteśmy w wiejskiej jadłodajni. Jednak to przydomowy ogród Heikiego Kalvika, który każdego lata zamienia się w restaurację i kawiarnię.
„Jestem towarzyski i lubię gotować. Podejmowanie gości to dla mnie przyjemność, jestem też dumny z naszego ogrodu," mówi Kalvik, gdy nadchodzi kolejna grupa odwiedzających.
Kalvik i inni mieszkańcy miejscowości Kehra, 45 minut drogi na wschód od Tallinna, biorą udział w corocznym „dniu domowych kawiarni" - po estońsku „Kodukohvikute Päev".
Tego lipcowego dnia przekształcają ogrody, podwórka i garaże w tymczasowe lokale gastronomiczne.
Inna miejscowa, Karolin Vahtre, urządziła prowizoryczną jadłodajnię w garażu za blokiem z czasów radzieckich. Oferuje tam przechodniom m.in. sushi w tempurze, tartę z kurkami, ciasto czekoladowe i frytki.

Źródło zdjęcia, Celine Senseney
Od kwietnia do września w całej Estonii odbywa się ponad 150 podobnych wydarzeń. To stosunkowo nowa, dwudziestoletnia tradycja, która stale się rozwija.
Gospodarze niektórych „kawiarni" wkładają w nie ogrom wysiłku - często wynajmują namioty, stoły i krzesła. Inni poprzestają na stoisku z lemoniadą obsługiwanym przez dzieci.
Wszystkie lokale dają odwiedzającym rzadki wgląd w codzienne życie Estończyków.
Początki „dni domowych kawiarni"
Tradycja narodziła się w 2007 roku na Hiumie, drugiej co do wielkości wyspie w kraju. Lokalni promotorzy turystyki szukali sposobu na przyciągnięcie przyjezdnych poza szczytem sezonu.
Inspirację znaleźli w historii stolicy wyspy, Kärdli. W połowie XIX wieku w mieście działała fabryka sukna, która zatrudniała lubujących się w kawie pracowników z Europy Środkowej.
Miejscowi Estończycy szybko rozsmakowali się w napoju. Gdy mieszkańcy Kärdli szli do pracy w polu, zamiast tradycyjnego zsiadłego mleka lub piwa zabierali ze sobą kawę. Reszta kraju nadała im wkrótce przydomek „kohvilähkrid" („karafki na kawę").
W pierwszych „dniach domowych kawiarni" na Hiumie, w 2007 roku, wzięło udział piętnaście gospodarstw. Dziś wydarzenie przyciąga tysiące gości. W ciągu trzech dni na początku sierpnia na całej wyspie powstają dziesiątki tymczasowych jadłodajni z domową kuchnią i napojami.
Lokalne Muzeum Hiumy bierze udział nieprzerwanie od 2007 roku. W salach konferencyjnych „Długiego Domu" – głównego budynku muzeum, w którym mieściły się kiedyś biura fabryki sukna – personel odtwarza klimat XIX-wiecznej kawiarni.
Dyrektor muzeum, Kauri Kiivramees, mówi, że wydarzenie odwołuje się do wyspiarskiej tradycji otwartości na przyjezdnych.

Źródło zdjęcia, Martin Mark
Choć Hiuma bywa nazywana „wyspą introwertyków", według Kiivrameesa miejscowi zawsze doceniali znaczenie wspólnoty.
„Pomoc przyjezdnym jest na Hiumie częścią tradycji. Dawniej obecność [obcych] oznaczała, że znaleźli się tu wskutek katastrofy morskiej lub podobnego zdarzenia. Potrzebowali pomocy".
Od wyspiarskiej ciekawostki do narodowej tradycji
Niewielkie wiejskie społeczności przez wieki stanowiły trzon estońskiego społeczeństwa - na wyspach i na stałym lądzie. Choć mieszkańcy są dziś mniej zależni od sąsiadów, niektóre z dawnych tradycji przetrwały.
Jedna z nich to talgud - dni wspólnej pracy, które kiedyś oznaczały sianokosy lub stawianie stodół. Dziś najczęściej poświęcane są na społeczne akcje porządkowe.
„Dni domowych kawiarni" mają odzwierciedlać tego samego ducha sąsiedzkiej wspólnoty. Inicjatywa szybko rozprzestrzeniła się z Hiumy na cały kraj.
Region Setomaa na południowym wschodzie Estonii organizuje w drugi weekend sierpnia własne wydarzenie o nazwie Kostipäiv. Chce wykorzystać je do promocji unikalnej miejscowej kultury.
„Jednym z powodów, dla których zapoczątkowaliśmy [Kostipäiv], był brak letnich wydarzeń, podczas których ludzie nosiliby tradycyjne stroje lub serwowali tradycyjne potrawy, jak nasz domowy ser sõir," mówi Liis Kogerman, jedna z organizatorek.

Źródło zdjęcia, Martin Mark
Wydarzenie stało się jedną z wizytówek regionu: niektóre „kawiarnie" przyciągają nawet tysiąc odwiedzających.
Choć jedna z jadłodajni zamieniła się w stałą restaurację, większość uczestników po prostu czerpie radość ze sprzedaży domowych smakołyków.
Podobną atmosferę czuć w uniwersyteckim mieście Tartu, gdzie Inga Kulmoja otwiera na jeden dzień lodziarnię.
Kulmoja mieszka na trzecim piętrze starego drewnianego domu bez ogrodu. Dlatego co roku opuszcza lody na ulicę w wiadrze, z okna sypialni.
„To staroświecka operacja," mówi Kulmoja, na co dzień przedsiębiorczyni w branży sztucznej inteligencji.
„Przyjmuję tylko gotówkę, szyldy wypisuję na papierze z odzysku. Kupiłam kawałek sznura, mam też dwa wiadra: jedno na lody, a drugie, mniejsze – na pieniądze. Nie używam nawet maszyny do lodów; przygotowuję je w zamrażarce".
Kulmoja lubi obserwować ustawiających się w kolejce klientów - zwłaszcza gdy co roku do jej lodziarni wracają te same osoby.
„Myślę, że ludzie mają pewną chęć pokazania tego, co potrafią zaoferować i jak żyją," mówi. „Można to określić estońskim słowem 'edevus'. To uczucie towarzyszące byciu w centrum uwagi".

Źródło zdjęcia, Martin Mark
Od nieznajomych do wspólnoty
Ukraińcy Oleh Pun i Iryna Topilina przeprowadzili się do Estonii w 2019 roku. Własną „kawiarnię" otworzyli po raz pierwszy trzy lata później - gdy dołączyli do nich rodzice Puna, uciekający przed wojną w Ukrainie.
Para miała nadzieję, że dzięki lokalnemu wydarzeniu starsi ludzie lepiej poznają sąsiadów.
„Byli bardzo zaskoczeni i wzruszeni tym, jak wielu Estończyków przyszło ich wesprzeć. Sąsiedzi przynosili nawet dodatkowe krzesła i meble," wspominała Topilina.
Obecnie cała czwórka prowadzi tymczasową jadłodajnię w ogrodzie podczas lokalnych Dni Kalamai (zabytkowej dzielnicy Tallinna).
W tym roku serwowali ukraińskie wareniki z kapustą - gotowane według rodzinnego przepisu sprzed niemal stulecia - i zielony barszcz z dodatkiem świeżego szczawiu i pokrzywy.

Źródło zdjęcia, Eleryn Meister
„Dni domowych kawiarni" to też rzadka okazja, by zajrzeć do prywatnych ogrodów Estończyków, skosztować rodzinnych potraw i przyjrzeć się codziennemu życiu miejscowych.
Jak mówi Katrin Aedma, organizatorka Dni Kalamai: „Nieczęsto można zajrzeć na nasze podwórka. Na co dzień są zamknięte. Ale to dzień, w którym mieszkańcy otwierają serca i bramy".
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska








