Bezdzietni i z długami: efekty węgierskiej polityki prorodzinnej

    • Autor, Stephanie Hegarty
    • Stanowisko, Korespondentka ds. populacji
    • Autor, Zsofia Paulikovics
    • Stanowisko, BBC News Magyarul
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 6 min

Siedząc na ławce w parku na kampusie uniwersyteckim w węgierskim Debreczynie, Barbara Elek nerwowo odświeża swoją skrzynkę mailową. Wraz i jej mężem Levim czekają, aby dowiedzieć się, czy Barbara jest w ciąży po trzeciej rundzie zapłodnienia in vitro dziesięć dni temu.

„Jeżeli się nie uda, to oczywiście będę zdruzgotana," mówi.

Jej niepokój nie wynika wyłącznie ze smutku z powodu niemożności posiadania dziecka. Jeśli nie uda jej się zajść w ciążę, Barbara i Levi mogą stanąć w obliczu druzgocącego rachunku finansowego.

Podobnie jak wiele innych młodych węgierskich par, Barbara, pracownica socjalna, i Levi, kucharz, zakwalifikowali się do otrzymania dziesiątek tysięcy dolarów w nieoprocentowanych pożyczkach i dotacjach po tym, jak zobowiązali się do posiadania dwojga dzieci.

Jednak gdy zdali sobie sprawę, że nie mogą zajść w ciążę naturalnie, sytuacja się skomplikowała.

Jeżeli do listopada nie będą w stanie udowodnić, że spodziewają się dziecka, będą musieli spłacić zaciągnięte pożyczki wraz z odsetkami karnymi – pochłonęłoby to niemal połowę ich dochodów.

Pod rządami byłego premiera Viktora Orbana, przez ostatnie 16 lat Węgry wdrożyły jedną z najbardziej ambitnych i hojnych polityk prorodzinnych na świecie.

Obejmowała ona pożyczki, których warunki poprawiały się w zależności od liczby dzieci, jakie para deklarowała, że będzie posiadać. Po urodzeniu trojga dzieci pożyczki były umarzane.

Węgry przeznaczyły na te działania 4–5% swojego PKB – prawie 16 mld dolarów (ok. 58,5 mld zł) – tyle, ile NATO zaleca swoim państwom członkowskim wydawać na obronę.

Towarzyszyła temu intensywna kampania promująca ideę „przyjaznych rodzinie Węgier".

Mate i Agi Gorondy są rodzicami pięciorga dzieci poniżej 10. roku życia. Skorzystali z hojnych świadczeń macierzyńskich i dotacji, aby wyremontować swój dom i kupić większy samochód.

Máté, niezależny konsultant biznesowy, korzysta z ulg podatkowych, które rosną wraz z każdym kolejnym dzieckiem. Agi - jeśli wróci do pracy - nie będzie płacić podatku dochodowego, ponieważ jest matką więcej niż dwojga dzieci.

„Mieliśmy poczucie, że polityka miała wpływ [na naszą decyzję o dzieciach], tworząc sprzyjające i wspierające środowisko dla rodzin," mówi Mate.

Dodaje, że w ich wsi, zamożnym przedmieściu tuż pod Budapesztem, wzrost liczby rodzin z czwórką i piątką dzieci jest zauważalny.

Współczynnik dzietności na Węgrzech wzrósł w pewnym okresie: z 1,25 w 2010 r. do 1,61 w 2020 r.

Dla niektórych był to wielki sukces – zwłaszcza dla części amerykańskich konserwatystów, którzy chcą, aby rządy bardziej aktywnie wspierały rodziny.

Jednak w ciągu ostatnich trzech lat współczynnik dzietności ponownie spadł do 1,31 - niewiele powyżej poziomu z początku programu.

„Wydaje się, że ta polityka była skuteczna przez pewien czas, jak większość polityk pronatalistycznych," mówi Eva Fodor, współdyrektorka Instytutu Demokracji na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim.

Fodor uważa, że zachęty finansowe przyspieszyły decyzję niektórych osób o posiadaniu dzieci, które i tak planowali posiadać.

„Współczynnik dzietności wzrósł więc na jakiś czas - przez rok lub dwa - a potem znów zaczął spadać."

Według Timothy'ego P. Carneya, starszego współpracownika w American Enterprise Institute, który napisał kilka książek o spadku dzietności, największym sukcesem Orbana było postawienie rodziny w centrum narracji politycznej.

Mówi jednak, że „częścią problemu jest to, że przeceniamy znaczenie finansów. Orban odniósł niewielki sukces, ale taki, który pokazał koszty i ryzyko polityki rodzinnej."

Węgry nie są jedynym krajem, który próbował zwiększyć dzietność za pomocą polityki finansowej i społecznej.

W 2008 r. współczynnik dzietności w Korei Południowej wynosił 1,19 – był jednym z najniższych na świecie. Od tego czasu państwo wydało około 290 miliardów dolarów, aby skłonić społeczeństwo do posiadania większej liczby dzieci.

Rodzice otrzymują jednorazowy „bonus za dziecko" w wysokości 27–40 tysięcy dolarów po narodzinach dziecka, a także hojne comiesięczne świadczenia. Otrzymują również bony na prywatną opiekę nad dzieckiem.

Mimo to całkowity współczynnik dzietności w Korei Południowej spadł, osiągając poziom 0,8 w 2025 r.

Niektórzy twierdzą, że wzrost i spadek dzietności na Węgrzech miał niewiele wspólnego z polityką państwa i po prostu odzwierciedlał szersze trendy w Europie Wschodniej.

Na przykład Czechy nie wprowadziły tak szeroko zakrojonej polityki pronatalistycznej, a mimo to odnotowały podobny wzrost, a następnie spadek.

Barbara i Levi poznali się w internecie dziewięć lat temu, gdy mieli po dwadzieścia kilka lat, i pobrali się rok później.

Wiedzieli, że chcą mieć dwoje dzieci, i w 2020 r. zaciągnęli „pożyczkę na dziecko w oczekiwaniu" w wysokości 10 mln forintów (ok. 12 mln zł).

Ponieważ mieli trudności z naturalnym poczęciem, zostali skierowani do dotowanej przez państwo kliniki IVF, oddalonej o półtorej godziny jazdy od ich miejsca zamieszkania.

Aby uzyskać zwolnienie z kar, jeśli nie zajdzie w ciążę, Barbara musi udowodnić, że zrobiła wszystko, co możliwe, by zajść w ciążę.

Powinna przejść cztery rundy IVF, ale do tej pory przeszła tylko trzy.

Dlatego wieczorem przed wizytą przygotowała wszystkie dokumenty, które zgromadziła – kilka segregatorów dokumentacji medycznej i finansowej – jako dowód swoich starań o dziecko.

„Przejęli kontrolę nad wszystkim," mówi.

To jej sposób, aby „spróbować odzyskać choć trochę tej kontroli".

Inną osobą, która skorzystała z oferowanych pożyczek, jest Antonia Miskolczi.

Mimo to uważa, że polityka prorodzinna była „źle skalkulowanym rozdysponowaniem pieniędzy" i twierdzi, że pożyczki nie zachęciły jej do posiadania większej liczby dzieci.

Mówi, że „ważnym warunkiem dla mnie było to, że powinniśmy je brać tylko wtedy, jeśli nie wpłyną na to, ile będziemy mieć dzieci".

Mieszkająca w Budapeszcie 29-latka, która posiada jedno dziecko, uważa, że za rządów Orbana opieka zdrowotna była „w fatalnym stanie" i wolałaby, aby środki publiczne zostały przeznaczone na poprawę usług publicznych.

Mówi, że przeglądając w mediach społecznościowych filmy typu „co spakowałam do torby do szpitala", była przerażona, widząc, że przyszłym matkom kazano przynosić własny papier toaletowy i środki dezynfekujące.

„Nie są potrzebne wielkie obietnice," mówi. „Wystarczy naprawić podstawy, a chęć posiadania dzieci wzrośnie."

Miskolczi ostatecznie zdecydowała się urodzić dziecko w prywatnym szpitalu.

Po pełnym napięcia poranku w klinice Barbara i Levi otrzymują druzgocącą wiadomość: transfer zarodka się nie powiódł.

Oznacza to nie tylko, że nie będą mieć dziecka, ale że ich miesięczne płatności mogą wzrosnąć czterokrotnie.

Nie są w tym odosobnieni: Węgierski Bank Narodowy szacuje, że 25 000 par – jedna na pięć spośród tych, które zaciągnęły pożyczki w latach 2019–2021 – które nie mają dzieci i w związku z tym będą musiały w tym roku zapłacić odsetki karne.

Rząd Węgier, który objął władzę w kwietniu, zapowiedział niedawno wydłużenie terminów na posiadanie dzieci oraz znalezienie rozwiązań dla osób, które nie wywiązały się ze swoich zobowiązań.

Trudną decyzją dla rządu będzie to, czy kontynuować te zachęty.

Polityka prorodzinna okazała się popularna. Według Antonii jej zniesienie mogłoby „spowodować ogromny sprzeciw społeczny", ponieważ „ludzie już oparli na nich swoje plany."

„Przyjazne rodzinie Węgry", centralny filar rządów Orbana, stoją przed niepewną przyszłością.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Magdalena Mis