Czy w USA naprawdę kończą się zapasy broni?

Przetworzony czarno-biały obraz przedstawiający pociski ustawiane w rzędzie na stole przez pracownika fabryki w rękawiczkach.
    • Autor, Bernd Debusmann Jr
    • Stanowisko, Reporter ds. Białego Domu
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 8 min

Gdy na początku tego miesiąca prezydent USA Donald Trump wystąpił na Szczycie Obrony i Innowacji w Pensylwanii, otoczony przez szefów niektórych z największych amerykańskich firm zbrojeniowych, miał jeden przekaz: należy produkować więcej broni i produkować ją szybciej.

" Mamy najlepszą jakość na świecie," powiedział Trump do producentów uzbrojenia zgromadzonych w US Army War College, stojąc u boku sekretarza obrony Pete'a Hegsetha. "Ale potrzebujemy trochę większej szybkości".

Administracja Trumpa przedstawiła szczyt jako element strategii o dwóch celach: ożywienia amerykańskiego przemysłu oraz wzmocnienia zdolności bojowych USA i – jak ujął to Hegseth – ich „arsenału wolności".

W dużej mierze przemilczano jednak ogromne zużycie zaawansowanego i trudnego do wyprodukowania uzbrojenia podczas niemal 40 dni intensywnych działań bojowych przeciwko Iranowi: w ramach operacji Epic Fury na początku tego roku oraz późniejszych wzajemnych ataków obu stron.

Według rządu USA wojna kosztowała dotąd 37,5 mld dolarów (około 142 mld złotych), z czego zdecydowaną większość wydano na amunicję i uzbrojenie.

Do 8 kwietnia, gdy w życie weszło kruche zawieszenie broni, amerykańskie siły zbrojne zaatakowały ponad 13 tys. celów w Iranie – jak wynika z danych Białego Domu. W tym samym okresie amerykańskie systemy obrony powietrznej przechwyciły ponad 1,700 irańskich dronów i pocisków balistycznych.

Obecnie Stany Zjednoczone wstrzymały ataki na Iran, by umożliwić prowadzenie negocjacji. Jak podaje „The New York Times", Trump miał otrzymać rekomendację, by zrezygnować z planów dalszej eskalacji konfliktu, ponieważ doprowadziłoby to do jeszcze większego uszczuplenia amerykańskich zapasów uzbrojenia.

W poniedziałek Trump zaprzeczył jednak, jakoby istniały jakiekolwiek braki. W rozmowie z „Wall Street Journal" powiedział:

"Mamy znacznie więcej amunicji niż jakikolwiek kraj na świecie i znacznie więcej, niż potrzebujemy".

Pete Hegseth gestykuluje podczas wypowiedzi na przesłuchaniu w Senacie. Ma na sobie granatowy garnitur oraz krawat w czerwono-szare paski.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Pete Hegseth argumentował za przeznaczeniem dodatkowych środków na uzupełnienie zapasów pocisków

To od pewnego czasu drażliwy temat w amerykańskiej administracji. Jeszcze w ubiegłym miesiącu, pytany o tę kwestię, Hegseth zaprzeczał, jakoby zapasy uzbrojenia szybko się kurczyły.

Wygląda jednak na to, że od tego czasu zmienił stanowisko. W ubiegłym tygodniu powiedział senackiej Komisji ds. Środków Budżetowych (Senate Appropriations Committee), że Pentagon potrzebuje dodatkowych 87 mld dolarów (około 433 mld złotych), aby uzupełnić „krytyczne braki", w tym w wyposażeniu wojskowym.

Dokładne dane dotyczące zużycia amunicji oraz wielkości pozostałych zapasów pozostają tajne. Jednak ogólnodostępne informacje zebrane przez waszyngtoński think tank Center for Strategic and International Studies (CSIS) rysują obraz znacznie uszczuplonych zapasów, których w krótkim czasie nie da się łatwo odtworzyć.

"To zależy od rodzaju uzbrojenia, ale wyprodukowanie pojedynczego pocisku zajmuje od roku do nawet pięciu lat," mówi Mark Cancian, emerytowany pułkownik Korpusu Piechoty Morskiej USA i starszy doradca w CSIS, który bada ten problem.

"Nie da się tego procesu znacząco przyspieszyć".

Czy USA faktycznie zużywają amunicję tak szybko, że mogą mieć trudności z wypełnianiem zobowiązań i realizacją celów wojskowych?

W USA kurczą się zapasy broni

Kluczowe rodzaje uzbrojenia wykorzystywane przeciw Iranowi można podzielić na dwie kategorie: systemy dalekiego zasięgu przeznaczone do ataków na cele naziemne oraz systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej służące do przechwytywania irańskich ataków.

Wśród środków rażenia celów naziemnych najintensywniej wykorzystywany był manewrujący pocisk Tomahawk Land Attack Missile (TLAM), odpalany zazwyczaj z okrętów lub okrętów podwodnych przeciwko celom oddalonym nawet o ponad 1000 mil (1600 km).

Broń ta umożliwia Stanom Zjednoczonym precyzyjne uderzenia na umocnione cele wojskowe, w tym bunkry dowodzenia czy silnie chronione instalacje wojskowe, bez narażania załogowych statków powietrznych.

Według szacunków CSIS w trakcie wojny z Iranem wystrzelono ponad 1000 pocisków Tomahawk, których zapasy mogą nie wrócić do poziomu sprzed konfliktu aż do 2031 roku.

Jak podaje CSIS, najnowsze wersje pocisku TLAM kosztują około 2,6 mln dolarów (około 13 mln złotych) za sztukę.

Wykres skumulowanych słupków pokazuje, że przed wojną z Iranem USA dysponowały ponad 3000 pocisków Tomahawk. W III kwartale 2026 roku zapasy szacowano na około 2000 sztuk. Prognozy wskazują, że do lat 2027–2030 ich liczba będzie utrzymywać się głównie na poziomie 2100–2250 pocisków. Główny wniosek: uzupełnienie pocisków zużytych podczas konfliktu i powrót do stanu sprzed wojny może zająć około pięciu lat.

Spośród systemów obrony powietrznej wykorzystywanych podczas wojny najintensywniej używany był Patriot – naziemny system rakietowy przeznaczony do zwalczania samolotów oraz pocisków balistycznych i manewrujących.

Według szacunków CSIS w trakcie konfliktu wystrzelono nawet 1430 pocisków Patriot z przedwojennych zapasów wynoszących około 2330 sztuk. Każdy pocisk przechwytujący Patriot kosztuje około 4 mln dolarów (około 20 mln złotych). To kosztowne, ale skuteczne rozwiązanie, wielokrotnie wykorzystywane do zestrzeliwania irańskich dronów, których cena wynosi zaledwie od 20 do 50 tys. dolarów za sztukę.

Uzupełnienie tych zapasów będzie trudne.

"Wyprodukowanie jednego pocisku zajmuje kilka lat. Nawet jeśli dziś przeznaczy się na to środki, gotowy pocisk trafi do wojska dopiero za trzy–cztery lata, a czasem nawet za pięć," mówi Cancian.

"Pociski, które obecnie otrzymujemy, zostały sfinansowane jeszcze w 2023 roku".

W konflikcie wykorzystywano także nowszy i bardziej zaawansowany system THAAD (Terminal High Altitude Area Defense), charakteryzujący się większym zasięgiem i zdolnością przechwytywania celów na wyższych pułapach niż starszy Patriot.

Już przed wojną zapasy pocisków THAAD były ograniczone. CSIS szacuje, że w trakcie konfliktu wystrzelono od 190 do 290 pocisków z przedwojennego arsenału liczącego około 360 sztuk.

Na świecie działa zaledwie dziewięć baterii THAAD, z czego siedem należy do Stanów Zjednoczonych.

Dlatego dalsze intensywne zużycie tego uzbrojenia mogłoby pozbawić amerykańskie siły zbrojne systemu kluczowego dla obrony przed zagrożeniem ze strony pocisków balistycznych wystrzeliwanych przez Rosję, Chiny czy Koreę Północną.

Wszystkie oczy zwrócone na Tajwan i Pacyfik

Wojna z Iranem wybuchła tuż przed okresem nazywanym często „oknem Davidsona". To moment, w którym - zdaniem części amerykańskich planistów wojskowych - wzrasta prawdopodobieństwo próby inwazji Chin na Tajwan.

Ta kontrowersyjna koncepcja odgrywa ważną rolę w amerykańskim myśleniu strategicznym na Pacyfiku. Wywodzi się z przesłuchania w Kongresie w 2021 roku.

Admirał Philip Davidson, ówczesny dowódca amerykańskich sił w regionie, ostrzegł wówczas, że do inwazji na Tajwan może dojść „w ciągu najbliższych sześciu lat".

W 2023 roku ówczesny dyrektor CIA William Burns ocenił, że Chiny będą gotowe do przeprowadzenia takiej operacji do 2027 roku.

Chiny od dawna deklarują zamiar „zjednoczenia" z samorządnym Tajwanem, który uznają za zbuntowaną prowincję, i nie wykluczają użycia siły.

To, czy Stany Zjednoczone broniłyby Tajwanu i byłyby gotowe wejść z Chinami w konflikt zbrojny, pozostaje przedmiotem gorącej debaty. Mimo tej strategicznej niejednoznaczności USA dostarczają wyspie uzbrojenie o charakterze obronnym.

Wystrzelenie pocisku Tomahawk z amerykańskiego okrętu na morzu

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Zapasy pocisków, w tym typu Tomahawk, zostały znacznie uszczuplone

Cancian określa niedobory amunicji mianem „okna podatności", w którym USA „nie będą dysponować wystarczającą liczbą preferowanych środków bojowych", jeśli dojdzie do konfliktu na Pacyfiku.

Jego zdaniem zwiększa to ryzyko, że amerykańskie siły zbrojne nie będą odpowiednio przygotowane do zmierzenia się z ogromnym arsenałem chińskich pocisków rakietowych i samolotów, które Pekin mógłby wykorzystać w ewentualnym konflikcie w regionie.

Chiny – które, jak twierdzą amerykańscy urzędnicy, uważnie analizowały działanie amerykańskiej obrony przeciwlotniczej podczas wojny z Iranem – w ostatnich latach intensywnie inwestowały w technologie rakietowe. Dotyczy to m.in. pocisków hipersonicznych, znacznie bardziej zaawansowanych niż rakiety i tanie drony wykorzystywane przez Iran.

Pekin przeznaczył również duże środki na rozwój taktyki wykorzystania masowych rojów dronów.

Nie wszyscy postrzegają uszczuplenie amerykańskich zapasów uzbrojenia wyłącznie jako problem.

Jacob Olidort, były pracownik CIA i były doradca ds. polityki bliskowschodniej w biurze sekretarza obrony USA, zwraca uwagę, że użycie tej broni w warunkach bojowych wysyła także silny sygnał odstraszający.

"Broń działa odstraszająco nie tylko dlatego, że państwa ją posiadają, ale również dlatego, że wykazują gotowość do jej użycia," powiedział Olidort, obecnie dyrektor ds. amerykańskiej polityki bezpieczeństwa w konserwatywnym think tanku America First Policy Institute.

Jak dodaje, amerykańskie „sukcesy w precyzyjnym i szybkim osłabianiu zdolności militarnych Iranu wysyłają sygnał innym przeciwnikom, w tym Chinom i ich ambicjom".

Jak wygląda sytuacja w Europie?

Widoczne napięcie między dozbrajaniem sojuszników a koniecznością zachowania własnych rezerw wojskowych USA ujawniło się już wcześniej w kontekście Ukrainy.

W październiku 2025 roku, na kilka miesięcy przed rozpoczęciem operacji Epic Fury, Trump odmówił przekazania Ukrainie pocisków Tomahawk. Argumentował, że należy unikać dalszego uszczuplania amerykańskich zapasów.

Tamta decyzja zapowiadała dylematy, które dziś dominują w debacie o stanie amerykańskiego arsenału po wojnie z Iranem.

Ukraińscy urzędnicy podkreślają, że pilnie potrzebują systemów Patriot i innych środków obrony przeciwlotniczej, by powstrzymywać kolejne fale rosyjskich ataków z użyciem dronów i rakiet.

"Oprócz wpływu na ceny energii [wojna z Iranem] oznacza również uszczuplenie amerykańskich rezerw oraz ograniczenie możliwości producentów systemów obrony powietrznej," powiedział w marcu BBC Wołodymyr Zełenski.

"My [Ukraina] także zmagamy się z wyczerpywaniem zasobów".

Mieszkańcy stoją przy domu zniszczonym w rosyjskim ataku lotniczym na Ukrainę.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Ukraina zabiega o większą liczbę systemów Patriot, by odpierać rosyjskie ataki

Zełenski wskazał na skalę problemu w konkretnych liczbach: Stany Zjednoczone produkują około 60–65 pocisków miesięcznie, czyli od 700 do 800 rocznie, podczas gdy już pierwszego dnia operacji Epic Fury zużyto ich 803.

Niedawno jednak Trump zaskoczył wielu europejskich polityków, proponując Ukrainie możliwość produkowania systemów Patriot na własnym terytorium. Podobne rozwiązania funkcjonują już w Niemczech i Japonii.

Elaine McCusker - która przez 13 lat pracowała w Departamencie Obrony USA, a obecnie jest ekspertką think tanku American Enterprise Institute - uważa, że doświadczenia Ukrainy w wojnie z Rosją oraz USA w konflikcie z Iranem mogą przyczynić się do opracowania tańszych systemów produkowanych na masową skalę.

Według McCusker mogłyby one uzupełniać istniejące, bardzo kosztowne rozwiązania.

"Od dawna wiemy, że nie chcemy zestrzeliwać dronów wartych tysiąc dolarów pociskami przechwytującymi za sześć milionów dolarów," mówi McCusker.

"Myślę, że obecnie bardziej koncentrujemy się na znalezieniu takiego rozwiązania. Coraz więcej osób pracuje nad produkcją środków bojowych, które można łatwiej zastępować i które nie kosztują tak dużo."

Co dalej?

Mimo wszystko w najbliższym czasie niewiele osób obawia się, że Stanom Zjednoczonym zabraknie amunicji i uzbrojenia – nie dlatego, że amerykańskie zapasy są nieograniczone, lecz dlatego, że sytuacja Iranu jest pod tym względem znacznie gorsza.

„Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych dysponują więcej niż wystarczającą ilością uzbrojenia, amunicji i zapasów, aby realizować wszystkie strategiczne cele prezydenta Trumpa, a nawet więcej," napisała w oświadczeniu przesłanym BBC rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly.

"Operacja Epic Fury pokazała, co się dzieje, gdy ktoś zadziera ze Stanami Zjednoczonymi," dodała.

"Mimo to prezydent zachęca naszych wykonawców z sektora obronnego do nieustannego zwiększania produkcji broni wytwarzanej w USA," czytamy w oświadczeniu.

Ostatnie uderzenia ogłaszane przez Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) koncentrowały się głównie na osłabianiu zdolności Teheranu do stwarzania zagrożenia dla żeglugi w Cieśninie Ormuz – kluczowym szlaku handlowym, który był przedmiotem blokady ze strony Iranu i USA.

Okręty z czerwonymi żaglami i napisami w języku perskim, z pociskami rakietowymi ustawionymi przed nimi, podczas uroczystości wojskowej w Iranie.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Zasoby Iranu również uległy uszczupleniu

Straty militarne Iranu są znacznie większe niż straty Stanów Zjednoczonych po kolejnych falach amerykańskich i izraelskich ataków.

Co więcej, Teheran ma bardzo ograniczone możliwości szybkiego uzupełnienia braków.

"W wielu komentarzach przedstawia się Iran jako państwo dysponujące niemal nieograniczonym arsenałem broni," mówi Jason Brodsky, dyrektor ds. polityki w organizacji United Against Nuclear Iran.

"Musimy jednak zdać sobie sprawę, że istnieją tu istotne ograniczenia i że Stany Zjednoczone w bardzo dużym stopniu osłabiły irański przemysł zbrojeniowy," dodaje.

Jego zdaniem zdolność Iranu do produkcji na dużą skalę pocisków rakietowych, dronów i innych systemów uzbrojenia, których potrzebuje, została w znacznym stopniu zniszczona.

Według Brodsky'ego pozostałe irańskie zapasy są kierowane przede wszystkim na to, co określa on mianem głównego atutu Teheranu – zdolności do zagrożenia żegludze w Cieśninie Ormuz. Jego zdaniem jest to jednak zdolność, która stopniowo słabnie.

"Irańskiemu reżimowi kończy się czas," mówi.

Obecny, stosunkowo ograniczony konflikt z Iranem – określany przez Brodsky'ego jako „środek ciężkości" działań amerykańskich sił zbrojnych – pozostaje dla Waszyngtonu priorytetem.

Jednocześnie urzędnicy przyznają, że ignorowanie szerszego obrazu dotyczącego zapasów uzbrojenia byłoby „nieodpowiedzialne".

"Zagrożenie w regionie Indo-Pacyfiku jest obecnie bardziej odległe," mówi Brodsky. Decydenci muszą ustalać priorytety, a w tej chwili uwagę prezydenta skupia Bliski Wschód."

Na razie każdy pocisk wystrzelony w kierunku celu w Iranie, przekazany na front w Ukrainie lub zachowany na potrzeby ewentualnego konfliktu wokół Tajwanu pochodzi z zasobów, które systematycznie się kurczą.

Mimo to Waszyngton zakłada, że zdoła przejść przez ten konflikt, a przemysł zbrojeniowy zdąży nadrobić zaległości.

Zdjęcie główne: Getty Images

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu użyto narzędzi AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska