Analiza BBC: Porozumienie USA z Iranem stawia pytanie: po co była ta wojna?

    • Autor, Jeremy Bowen
    • Stanowisko, Redaktor międzynarodowy
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 6 min

Memorandum o porozumieniu podpisane przez prezydenta Donalda Trumpa i prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana przedstawia polityczne, militarne i gospodarcze konsekwencje błędnej decyzji o ataku na Iran z 28 lutego.

Ludzki koszt jest już jasny. W Iranie i Libanie zginęły tysiące ludzi, wielu z nich to cywile.

USA — a pośrednio także Izrael — poniosły strategiczną porażkę. Reżim w Teheranie stanął wobec swojego najgorszego koszmaru: wspólnej operacji militarnej mającej go osłabić lub zniszczyć, prowadzonej przez USA, najpotężniejsze państwo świata, oraz Izrael, regionalne supermocarstwo Bliskiego Wschodu. Reżim nie tylko przetrwał. Wyszedł z tego silniejszy.

Jeremy Bowen był korespondentem BBC na Bliskim Wschodzie z siedzibą w Jerozolimie w latach 1995–2000, a następnie redaktorem BBC ds. Bliskiego Wschodu w latach 2005–2022. Od 2022 roku pełni funkcję redaktora międzynarodowego BBC News. Poniższy tekst jest jego analizą.

Strategia Iranu polegająca na blokowaniu Cieśniny Ormuz — a wraz z nią jednej piątej światowych dostaw ropy i gazu oraz innych kluczowych elementów globalnej gospodarki — zmusiła Trumpa do zgody na serię ustępstw, które rozwścieczyły i zaniepokoiły amerykańskich zwolenników twardej linii wobec Iranu oraz rząd Izraela.

Memorandum o porozumieniu (MOU) zakłada zakończenie wojny w Libanie. Izrael twierdzi, że to niemożliwe. Chce zachować swobodę działania w Libanie, a ta kwestia może doprowadzić do jeszcze głębszego konfliktu między Izraelem a USA oraz wzmocnić irańskich twardogłowych przeciwnych jakimkolwiek układom z Amerykanami.

W zamian za ponowne otwarcie cieśniny, zgodnie z zapisami memorandum, USA mają znieść blokadę irańskich portów, złagodzić sankcje umożliwiające Iranowi zarabianie miliardów dolarów na eksporcie ropy oraz rozpocząć proces odmrażania kolejnych miliardów dolarów irańskich aktywów przetrzymywanych za granicą.

A to jeszcze przed rozpoczęciem trudnych negocjacji dotyczących porozumienia nuklearnego. Jest to cena powrotu do sytuacji z 27 lutego — dnia poprzedzającego rozpoczęcie wojny przez USA i Izrael. Tego dnia Cieśnina Ormuz była otwarta dla żeglugi, a amerykańscy i irańscy negocjatorzy prowadzili rozmowy o porozumieniu nuklearnym.

Podpisanie memorandum oznacza, że negocjatorzy wrócą do rozmów, a statki ponownie będą mogły przepływać przez Cieśninę Ormuz.

Antony Blinken, sekretarz stanu w administracji Joe Bidena, napisał na platformie X, że „jedynym 'osiągnięciem' zawieszenia broni jest prawdopodobnie ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz — która była otwarta jeszcze przed wybuchem wojny. I najwyraźniej będziemy płacić Iranowi, by tak pozostało".

Pytanie o to, po co właściwie była ta wojna, jest nieuniknione i nie zniknie. To prawdopodobnie największy jak dotąd błąd Trumpa w polityce zagranicznej.

Może to także oznaczać koniec długiej kariery politycznej premiera Izraela Benjamina Netanjahu. W październiku czekają go wybory oraz rozliczenie ze strony izraelskich wyborców za udział w najpoważniejszych zaniedbaniach bezpieczeństwa w historii Izraela — sytuacji, w której chwalone izraelskie wojsko i służby wywiadowcze nie wykryły planu Hamasu dotyczącego ataku z Gazy na Izrael 7 października 2023 roku. Twarda polityka militarna Netanjahu i odrzucanie dyplomacji miały przynajmniej częściowo odbudować jego wizerunek jako „Pan Bezpieczeństwo" w Izraelu.

Teheran od dawna był świadomy potencjalnej siły wynikającej z możliwości zamknięcia Cieśniny Ormuz. Wiedziały o tym również amerykańskie wojsko, dyplomaci i służby wywiadowcze.

Jednak były najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei — ostrożny, starszy człowiek — nie zdecydował się wykorzystać cieśniny jako broni.

Po tym, jak Izrael zabił go oraz jego najbliższych doradców podczas pierwszych nalotów w czasie wojny, jego następcy uznali, zresztą słusznie, że znaleźli się w walce o przetrwanie i nie wahali się zamknąć cieśniny.

Iran odkrył siłę kontroli nad jednym z najważniejszych wąskich gardeł światowej gospodarki. To broń znacznie łatwiejsza w użyciu i dużo tańsza niż sieć sojuszników i pełnomocników, którą przez dekady budował na Bliskim Wschodzie za miliardy dolarów.

Poza reżimem Baszara al-Asada w Syrii, który upadł pod koniec 2024 roku, tzw. oś oporu wspierana przez Iran wciąż istnieje — choć ledwie. Została jednak tak poważnie osłabiona przez Izrael, że pytanie, czy nadal jest zdolna do „oporu", pozostaje otwarte.

Iran zainwestował również ogromne środki w program nuklearny, utrzymując, że nie miał on na celu stworzenia broni atomowej, choć bez wątpienia dawał Teheranowi zarówno możliwość jej zdobycia, jak i środek nacisku. Program ten sprowokował jednak wojnę, która — mimo przetrwania reżimu — wyrządziła Iranowi ogromne szkody.

Zamknięcie Cieśniny Ormuz okazało się natomiast łatwe i przyniosło szybkie oraz dotkliwe skutki, rozprzestrzeniając kryzys na arabskie państwa naftowe i dużą część reszty świata.

Potęga amerykańskich i izraelskich sił powietrznych zapewniła serię taktycznych zwycięstw. Nie wystarczyły one jednak, by uniknąć strategicznej porażki. Stało się tak dlatego, że strategia USA i Izraela oparta na zmianie reżimu bazowała na szeregu powierzchownych i błędnych założeń.

Zakładano, że zabicie najwyższego przywódcy doprowadzi do upadku reżimu. Tymczasem przez niemal pół wieku instytucje Islamskiej Republiki były budowane właśnie po to, by przetrwać próby ich zniszczenia.

Iran nie okazał się Wenezuelą — skorumpowaną latynoamerykańską dyktaturą, która załamała się po porwaniu jej przywódcy i postawieniu go przed sądem w USA.

Irański reżim jest bez wątpienia skorumpowany i silnie represyjny — jego funkcjonariusze zabili tysiące protestujących na ulicach Iranu w styczniu — ale opiera się również na ideologii, religijnym przekonaniu oraz wizji bezpieczeństwa narodowego, męczeństwa i przetrwania, ukształtowanej przez wyniszczającą wojnę z Irakiem Saddama Husajna w latach 80.

Gdy wybuchła wojna, prezydent Trump mówił, że reżim w Teheranie upadnie. Wzywał Irańczyków, by przygotowali się na „jedyną taką szansę w pokoleniu" na odzyskanie swojego kraju. Niedługo później zażądał bezwarunkowej kapitulacji Iranu.

Netanjahu, który bezskutecznie próbował przekonać poprzedników Trumpa w Białym Domu do wojny z Iranem, użył biblijnego języka, by podkreślić wagę wydarzeń, które — jak sądził — miały nastąpić: „Ta koalicja sił pozwala nam zrobić to, o czym marzyłem od 40 lat: zadać terrorystycznemu reżimowi druzgocący cios".

Żaden z nich nie osiągnął tego celu.

Memorandum o porozumieniu nie jest ostateczną umową. To zgoda na rozpoczęcie rozmów o najważniejszej kwestii między stronami — irańskim programie nuklearnym. Dokument już na wstępie zawiera jednak istotne zachęty dla Iranu. USA zapowiedziały, że jeśli negocjacje będą postępować, zniosą sankcje.

Wszystko zależy od powodzenia 60-dniowych rozmów na temat porozumienia nuklearnego — termin ten może zostać przedłużony i prawdopodobnie tak się stanie, ponieważ sprawy są skomplikowane. Żadna ze stron sobie nie ufa. Wiele spraw może pójść nie tak. Zwolennicy twardej linii w Waszyngtonie, Teheranie i Izraelu nie chcą, by porozumienie zakończyło się sukcesem.

Iran może też przecenić swoją pozycję, przyjmując maksymalistyczne stanowisko w negocjacjach i ryzykując utratę korzyści gospodarczych, które mogłyby uratować jego pogrążoną w kryzysie gospodarkę.

Mimo to to porozumienie jest znacznie lepsze niż wojna, która pochłonęła tysiące ofiar i zagroziła światowej gospodarce recesją.

Jeśli uda się zawrzeć porozumienie nuklearne satysfakcjonujące zarówno USA, jak i Iran, a obie strony dotrzymają zobowiązań, Bliski Wschód może się zmienić nie do poznania. To jednak wielkie „jeśli" — znajdujące się na końcu długich i trudnych negocjacji.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska