Kobieta twierdzi, że portal dla swingersów 'ułatwiał wykorzystanie'

    • Autor, Catrin Nye
    • Autor, Jamie Bartlett
    • Autor, Kavita Puri
    • Autor, Ruth Mayer
    • Stanowisko, BBC News Investigations and BBC Wales
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 8 min

Uwaga: ten materiał zawiera opisy o charakterze seksualnym.

Kiedy Ruth O'Grady niechętnie dołączyła do strony dla swingersów za namową męża, powiedziała mu, że nigdy nie zgodzi się na seks z nieznajomym w samochodzie.

Jednak w ciągu kilku miesięcy robiła dokładnie to. Nagrywała te sytuacje i wysyłała je mężowi.

Twierdzi, że za pośrednictwem tej strony miała kontakty seksualne z nieznajomymi ponad 100 razy w ciągu 18 miesięcy.

Ruth mówi, że jest straumatyzowana i wciąż wracają do niej bolesne wspomnienia.

Po raz pierwszy skontaktowała się z nami trzy lata temu. Teraz – po długim namyśle – zdecydowała się opowiedzieć swoją historię, ujawniając swoje imię i nazwisko. Chce, by stała się ostrzeżeniem dla innych kobiet.

Czuje złość wobec swojego byłego męża, Chrisa, ale obwinia także największy w Wielkiej Brytanii portal dla swingersów. Jak twierdzi, umożliwiał mu kontakt z setkami mężczyzn, których mógł prosić, aby uprawiali z nią seks.

BBC skontaktowało się w tej sprawie z jej byłym mężem, jednak nie odpowiedział na zarzuty.

Swingowanie zazwyczaj polega na tym, że pary spotykają się i wymieniają partnerami seksualnymi. Zdarza się jednak, że tylko jedna osoba z pary nawiązuje takie kontakty.

Przez osiem miesięcy BBC badało środowisko swingersów w Wielkiej Brytanii. Niektórzy uczestnicy mówili, że robią to z własnej woli, ale ustaliliśmy, że nie zawsze tak jest.

Ruth twierdzi, że portal FabSwingers „ułatwiał nadużycia", których doświadczyła.

Serwis – który ma więcej odsłon niż jakakolwiek inna tego typu strona i deklaruje 600 tysięcy aktywnych użytkowników miesięcznie – poinformował nas, że podstawą swingowania jest zgoda.

Z kolei policja z całej Wielkiej Brytanii przekazała nam, że strona pojawia się w setkach zgłoszeń dotyczących przestępstw.

Ruth podkreśla jednak, że choć jej historia różni się od sprawy francuskiej Gisèle Pelicot, która domagała się jawnego procesu mężczyzn oskarżonych o jej zgwałcenie – reakcja na tamtą sprawę zachęciła ją do zabrania głosu.

„Wszyscy byli tym zszokowani," mówi. „Ja wcale nie byłam zaskoczona."

Sytuacja wymyka się spod kontroli

Ruth poznała Chrisa w 2008 r. w północnej Walii. Mówi, że od samego początku poruszał temat jej potencjalnych kontaktów seksualnych z innymi mężczyznami, czemu ona stanowczo się sprzeciwiała.

W 2021 r. Ruth przeszła załamanie nerwowe. Wtedy Chris został jej formalnym opiekunem. Twierdzi, że wpędzał ją w poczucie winy, że ich życie nie ułożyło się tak, jak planowali.

Z czasem znów wrócił do tematu swingowania. Ruth ostatecznie uległa i się zgodziła.

„Wiem, że dla kogoś z zewnątrz może to brzmieć absurdalnie, ale do tego nie doszło z dnia na dzień. Wyobraź sobie, że jesteś z kimś przez 12 lat i ktoś stopniowo przekonuje cię do czegoś takiego."

Para założyła konto na portalu FabSwingers. Ruth spodziewała się, że będą spotykać się z innymi parami. Szybko okazało się jednak, że rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.

Zaczęła spotykać się z mężczyznami poznanymi na stronie. Chris czasem to obserwował, czasem czekał w pobliżu, a bywało, że nie było go tam wcale.

Do spotkań dochodziło zarówno w ich domu, jak i poza nim — w samochodach, przydrożnych zatoczkach czy na parkingach. Gdy Ruth jechała sama, oczekiwał od niej nagrywania spotkań i przesyłania mu nagrań.

W ciągu kilku miesięcy zaczęła spotykać się seksualnie z kilkoma mężczyznami w tygodniu, czasem nawet z czterema jednego dnia.

Przyznaje, że część spotkań organizowała sama i sprawiała wrażenie osoby entuzjastycznie nastawionej do swingowania. Dziś jednak podkreśla, że w rzeczywistości nigdy tego nie chciała.

Wielokrotnie mówiła mężowi, że chce przestać. Podkreślała też, że te doświadczenia były dla niej przerażające i traumatyczne.

Czasem następowała przerwa, po której mąż znów organizował kolejne spotkania — a Ruth wciąż brała w nich udział.

Ruth mówi, że te spotkania miały dla niej poważne konsekwencje. Zaraziła się chorobami przenoszonymi drogą płciową, zaszła w ciążę, a gdy dochodziła do siebie po aborcji, Chris zorganizował kolejne spotkanie – tym razem z mężczyzną, który miał odbyć z nią seks oralny.

„Zdałam sobie sprawę, że Chris zupełnie nie przejmuje się moim ciałem ani tym, przez co przechodzę," mówi Ruth.

„Ci wszyscy mężczyźni wykorzystywali moje ciało do tego stopnia, że zaczęłam chorować. Pojawiły się infekcje, doszło do przerwania ciąży, a ja wciąż musiałam spotykać się z kolejnymi."

Ruth mówi, że czasami łatwiej i bezpieczniej było udawać zaangażowanie i odgrywać rolę, której od niej oczekiwano, niż się sprzeciwiać. Dzięki temu mogła jak najszybciej zakończyć takie spotkanie.

„Niektórzy mężczyźni nie patrzyli mi w oczy, a inni w ogóle się do mnie nie odzywali. To było tak, jakbym… nie istniała."

Z perspektywy czasu – czy uważa, że którykolwiek z tych kontaktów był w pełni dobrowolny?

„Nie," odpowiada. „Nie chciałam tam być. W ogóle nie chciałam korzystać z tej strony."

Po zgłoszeniu sprawy przez Ruth jej mąż był przedmiotem śledztwa policji pod kątem stosowania przymusu i kontroli oraz innych naruszeń prawa. Ostatecznie jednak nie postawiono mu zarzutów.

Policja wskazała m.in. na wiadomości pary na WhatsAppie, w których Ruth sprawiała wrażenie entuzjastycznie nastawionej do swingowania.

Historia Ruth rodzi zasadnicze pytanie: dlaczego i w jaki sposób ludzie mogą sprawiać wrażenie, że zgadzają się na seks – nawet z entuzjazmem – choć w rzeczywistości tego nie chcą?

Jak podkreśla jedna z ekspertek, kwestia zgody bywa skomplikowana.

„Ludzie mogą sprawiać wrażenie, że wyrażają zgodę na seks, którego nie chcą," mówi prof. Nicola Gavey z University of Auckland, która od lat 80. bada zjawisko niechcianych relacji seksualnych.

Dodaje, że słyszała podobne historie od innych kobiet.

„Zrozumienie tego, co naprawdę się wydarzyło, często przychodzi dopiero po czasie," dodaje.

'Powinnam była się wycofać'

Znaleźliśmy mężczyznę korzystającego z serwisu FabSwingers, który zgodził się z nami porozmawiać.

Martin (to nie jest jego prawdziwe imię) nigdy nie spotkał Ruth. Mówi, że korzysta z portalu od lat i miał dzięki niemu kontakty seksualne z około 50 osobami, głównie z mężatkami, których partnerzy chcieli się temu przyglądać.

Jak twierdzi, stara się upewnić, że kobiety, z którymi się spotyka, robią to z własnej woli i za obopólną zgodą. Przyznaje jednak, że zdarzały się sytuacje, gdy po wejściu do pokoju coś wydawało mu się nie w porządku.

Uważa, że ponad połowa kobiet w parach, które spotkał, nie chciała w tym uczestniczyć.

W jednej z takich sytuacji zobaczył strach w oczach kobiety, gdy powiedziała, że jej mąż zaraz wejdzie i zacznie nagrywać.

„Powinienem był to przerwać," mówi, płacząc. „Powinienem był od razu to zgłosić."

W innym przypadku – jak opowiada – kobieta wyglądała, jakby została do tego zmuszona lub na nią naciskano. Jej mąż oraz inny mężczyzna namawiali go, by kontynuował.

Zapytaliśmy go wprost, czy w tamtym momencie miał poczucie, że dopuszcza się gwałtu.

„Tak," odpowiada.

Martin twierdzi, że do tego momentu był przekonany, że kobieta wyrażała pełną zgodę.

Serwis FabSwingers przekazał nam, że nie zgadza się z podejściem, według którego wcześniejsze ustalenia w internecie oznaczają zgodę na to, co dzieje się podczas spotkania.

BBC wystąpiło z wnioskami o dostęp do informacji publicznej do wszystkich 45 jednostek policji w Wielkiej Brytanii, prosząc o dane dotyczące zgłoszeń przestępstw od początku 2023 r., w których pojawiała się nazwa serwisu FabSwingers.

Do końca kwietnia 2026 r. odpowiedzi udzieliło 39 jednostek – nie zrobiła tego jednak Metropolitan Police, czyli największa formacja policyjna w kraju.

Z przekazanych danych wynika, że odnotowano 329 zgłoszeń, w których wspomniano o tej stronie. Obejmują one zarzuty gwałtu, inne poważne przestępstwa seksualne, stosowanie przymusu i kontroli, nękanie, szantaż, napaści oraz posiadanie ekstremalnej pornografii.

Jednostki, które odpowiedziały, poinformowały również o 26 osobach, którym postawiono zarzuty lub które zostały wezwane do sądu w sprawach, gdzie pojawił się wątek FabSwingers. W 23 przypadkach postępowania nadal trwają.

Same te dane nie oznaczają, że portal odpowiadał za zarzucane czyny — w części spraw mógł jedynie pojawiać się w tle zgłoszenia. Pokazują jednak, że platforma wielokrotnie figuruje w policyjnych rejestrach dotyczących podejrzeń o poważne przestępstwa.

BBC nie zwracało się o podobne dane dotyczące innych stron dla swingersów w Wielkiej Brytanii.

Serwis FabSwingers podkreśla, że zgłoszenia dotyczące aktywności bez zgody traktuje jako priorytetowe i – jeśli zostają mu zgłoszone – podejmuje działania oraz współpracuje z policją, gdy jest o to proszony.

Ruth jest zaskoczona taką odpowiedzią.

Twierdzi, że sama zgłaszała portalowi niedozwolone zachowania mężczyzn poznanych na stronie, w tym groźby przemocy i gwałtu, jednak – jak mówi – nie podjęto żadnych działań.

Rachel Horman‑Brown, radczyni prawna, specjalizująca się w sprawach przemocy domowej, mówi, że historia Ruth jej nie zaskakuje.

„Przez lata wielokrotnie słyszałam od kobiet, że były pod presją, by uczestniczyć w swingowaniu," mówi.

Jej zdaniem takie środowisko może być wykorzystywane przez partnerów stosujących przemoc. Udział w takich sytuacjach często wiąże się z poczuciem wstydu, co sprawia, że kobietom trudniej jest później o tym mówić.

Swingowanie bywa też związane z robieniem intymnych zdjęć i nagrań, które mogą zostać wykorzystane przeciwko komuś. Horman‑Brown określa to jako potencjalny środek nacisku w relacji.

Podobne wzorce dostrzegają organizacje pomagające osobom doświadczającym przemocy.

W organizacji Refuge, zajmującej się wsparciem ofiar przemocy domowej, Charlotte Eastop prowadzi krajową infolinię i mówi, że zgłaszają się do nich kobiety, które były zmuszane, by brać udział w swingowaniu.

Jak dodaje, wiele z nich nie ma pewności, czy to, czego doświadczają, można nazwać przemocą, i nie wie, jak o tym mówić. „Miejmy nadzieję, że historia Ruth pomoże innym kobietom się w tym odnaleźć."

Przełomowy moment przyszedł dla Ruth podczas oglądania odcinka dystopijnego serialu Black Mirror, pełnego – jak mówi – seksualnego poniżania i upokorzenia. Jej mąż uznał ten odcinek za zabawny. „Wtedy zrozumiałam, że tak właśnie mnie postrzega," mówi.

Po ponad 18 miesiącach korzystania z FabSwingers Ruth powiedziała mężowi, że chce zrezygnować. On jednak nadal naciskał, by spotykała się z innymi mężczyznami lub próbowała innych form relacji seksualnych.

Z pomocą z zewnątrz zaczęła planować odejście. Stopniowo wynosiła z domu dokumenty, rzeczy osobiste i pieniądze, a także znalazła bezpieczne miejsce, do którego mogła się przenieść.

Odeszła w 2023 r. i od tego czasu nie utrzymuje z nim kontaktu.

Ruth mówi jednak, że skutki tych doświadczeń nadal są dla niej bardzo odczuwalne. Czuje silny niepokój w obecności mężczyzn, a nawet zwykły prysznic potrafi przywołać wspomnienia związane ze spotkaniami z serwisu.

Dlaczego zdecydowała się opowiedzieć swoją historię publicznie?

Mówi, że jeśli choć jedna kobieta rozpozna w niej własne doświadczenia i zrozumie, że robi coś wbrew swojej woli — to już będzie wystarczający powód.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Julita Waleskiewicz