'Trump dał się poznać z bardziej wrażliwej strony'– kluczowe wnioski z wywiadu dla BBC

Podpis wideo, Trump opowiedział o swoich odczuciach związanych z próbą zamachu na jego życie w rozmowie z Garym O'Donoghue z BBC
    • Autor, Gary O'Donoghue
    • Stanowisko, Chief North America correspondent
  • Data publikacji
  • Czas czytania: 4 min

Donald Trump ma w zwyczaju dzwonić do reporterów bez uprzedzenia. Prezydent USA zdaje się preferować spontaniczne rozmowy telefoniczne zamiast wywiadów przed kamerami.

W poniedziałek wieczorem przyszła moja kolej. I będę z wami szczery – spałem, kiedy zadzwonił do mnie Biały Dom.

Przez pięć dni wierzyłem, że istnieje niewielka szansa na wywiad z prezydentem w kontekście zbliżającej się rocznicy zamachu na jego życie w Butler, w Pensylwanii.

Moje reportaże z tamtej strzelaniny trafiły na pierwsze strony gazet na całym świecie i prawdopodobnie zwróciły uwagę prezydenta. Uznałem więc, że być może to będzie sposób na zapewnienie sobie prezydenckiego wywiadu – co jest dość rzadkie w przypadku zagranicznych redakcji działających w Stanach Zjednoczonych.

W niedzielę wieczorem powiedziano mi, że rozmowa jest kwestią minut, więc mój zespół i ja byliśmy gotowi do nagrywania – ale telefon nigdy nie zadzwonił.

Do wczorajszego wieczoru zdążyłem już zrezygnować z wywiadu. Po długich tygodniach w podróży i bez ani jednego dnia wolnego byłem wyczerpany i zasnąłem. Wtedy zadzwonił telefon.

Zaspanym głosem odebrałem, a z głośnika odezwała się rzeczniczka prasowa Karoline Leavitt: „Cześć, Gary, jestem tu z prezydentem. Proszę bardzo.”

Pobiegłem do salonu, szukając cyfrowego dyktafonu. Linia się rozłączyła i pomyślałem, że znowu wszystko przepadło.

Ale po chwili wrócili na linię i spędziłem prawie 20 minut, rozmawiając z Trumpem o różnych sprawach – od tamtej pamiętnej nocy w Butler, przez jego frustrację wobec Władimira Putina, po odnowioną wiarę w NATO i jego poglądy na temat Wielkiej Brytanii.

Oto kluczowych wniosków z naszej zaskakującej rozmowy.

Był bardzo refleksyjny w kilku kwestiach i brzmiał dość bezbronnie, mówiąc o próbie zamachu. Wyraźnie było słychać, że nie czuł się komfortowo, poruszając ten temat.

Jak na prezydenta znanego i uwielbianego przez zwolenników za bezpośredniość i brak filtra, pojawiły się momenty zadumy i długie pauzy przed odpowiedziami — rzadki wgląd w bardziej wyważoną stronę jego osobowości.

Zapytany, czy zamach go zmienił, wykazał oznaki wrażliwości, mówiąc, że stara się myśleć o tym jak najmniej.

„Nie lubię się nad tym rozwodzić, bo jeśli bym to robił, to, wie pan... mogłoby to zmienić życie. A nie chcę, żeby tak było.”

Rozwinął myśl, mówiąc, że wierzy w „siłę pozytywnego myślenia — albo siłę pozytywnego nie-myślenia”.

Nastąpiła również bardzo długa przerwa, kiedy zapytałem go, czy ufa prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi.

W końcu odpowiedział: "Szczerze mówiąc, nie ufam prawie nikomu".

Przechodząc do krajowej polityki amerykańskiej, zapytałem, czy jego plan masowych deportacji działa - zarówno pod względem tempa, jak i tego, że deportowani są także ludzie, których być może sam prezydent nie chciałby usuwać z kraju.

Trump nalegał, że jego zespół wykonał "świetną robotę", spełniając obietnice z kampanii, powołując się na drastyczny spadek liczby migrantów przekraczających granicę z Meksykiem.

Niektórzy członkowie zespołu Trumpa wyrazili frustrację, że deportacje są przeprowadzane zbyt wolno. Kiedy zapytałem go, ile deportacji w drugiej kadencji prezydenckiej byłoby sukcesem, Trump odmówił podania liczby.

„Nie podaję liczby, ale chcę szybko pozbyć się przestępców — i to robimy, i jak wiesz. Wysyłamy ich do Salwadoru, i wielu innych miejsc.”

Podpis wideo, Trump, zapytany o to, czy ufa Putinowi, odpowiedział: „Nie ufam prawie nikomu.”

Trump wyraził też swoją frustrację wobec prezydenta Rosji Władimira Putina - właśnie tego dnia zagroził nałożeniem na Moskwę dodatkowych sankcji, jeśli porozumienie w sprawie wojny na Ukrainie nie zostanie osiągnięte w ciągu 50 dni.

Prowadząc kampanię w oparciu o obietnicę szybkiego zakończenia wojny, Trump wydawał się zakłopotany faktem, że nie udało mu się jeszcze osiągnąć porozumienia ze swoim rosyjskim odpowiednikiem w celu zakończenia trwającego od lat konfliktu.

Ponownie wskazał na rozdźwięk między słowami a czynami ze strony Putina:

„Myślałem, że już cztery razy mieliśmy zawarte porozumienie — a potem wracasz do domu i widzisz, że właśnie zaatakowano dom opieki czy coś w Kijowie. Powiedziałem: 'O co, do diabła, w tym wszystkim chodziło?'".

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i inni europejscy przywódcy od dawna oskarżają Putina o to, że nie traktuje poważnie zakończenia wojny. Dla nich wątpliwości Trumpa nie będą niczym nowym.

Jednak gdy zapytałem Trumpa, czy „skończył z Putinem”, jego drzwi wydawały się być nadal otwarte: "Nie skończyłem z nim, ale jestem nim rozczarowany".

Przypomniałem prezydentowi, że kiedyś nazwał NATO „przestarzałym”. Teraz mówi, że jego zdaniem sojusz „staje się przeciwieństwem tego”.

Właśnie gościł sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego, polityka, z którym wydaje się dobrze współpracować. Obaj przywódcy wymienili ciepłe słowa przed kamerami i ogłosili nowy plan: USA sprzedadzą broń państwom NATO, które następnie przekażą ją Kijowowi.

Podczas naszej rozmowy Trump zasugerował, że odpuszcza dawne żale o nadmiernym obciążeniu USA kosztami NATO:

"To było bardzo niesprawiedliwe, ponieważ Stany Zjednoczone płaciły za to prawie sto procent, ale teraz mają własne rachunki i myślę, że to znacznie lepiej," powiedział, zdając się odnosić do obietnicy złożonej w zeszłym miesiącu przez członków NATO, aby zwiększyć wydatki na obronę do 5% produkcji gospodarczej każdego kraju.

"Bardzo zmieniliśmy NATO," podsumował.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez naszych dziennikarzy, używając przy tłumaczeniu narzędzi AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska